Zespół HeadUp został założony w 2000 roku i dopiero po dziewięciu latach działalności Wrocławianom udało się wydać pełnowymiarową płytę. Debiutanckie wydawnictwo zatytułowane „Dissimilarity Defect” to propozycja przede wszystkim dla fanów dźwięków spod znaku Maxa Cavalery.
Podobnie jak węgierski Ektomorf, HeadUp nawet nie starają się specjalnie ukryć swoich fascynacji Brazylijczykiem, budując utwory w stylu bardzo zbliżonym do twórczości Soulfly. Wokal brzmi znajomo, riffy brzmią znajomo…wszystko brzmi znajomo. Dla jednych fakt ten może stanowić zarzut, dla innych spory atut. Z jednej strony najbardziej lubimy to, co dobrze znamy, z drugiej natomiast, brak oryginalności i własnych pomysłów na tworzenie muzyki sprawia, że nie podchodzimy do takich kapel jak Headup całkiem na serio. Co nie zmienia faktu, że „Dissimarity Defect”słucha się bardzo przyjemnie. Dziesięć energetycznych kawałków zaserwowanych w zabójczym czasie trzydziestu paru minut. I choć niektóre z nich mocno ocierają się o schematy i są zwyczajnie wtórne, trzeba na to przymknąć oko, bowiem pochodzą nawet sprzed siedmiu, ośmiu lat, kiedy to nu-metal połączony z hardcorową nutą świecił swoje największe sukcesy. Na specjalną uwagę zasługuje, moim skromnym zdaniem, perkusista grupy - Kodziro, który momentami naprawdę wymiata na swoim instrumencie i wyciąga takie utwory jak „If”, „Get Back” czy „Instinct” sporo ponad przeciętność. Jeśli już mowa o przeciętności, to w przypadku Headup raczej nie może być o niej mowy. Słychać że rzemiosło jest im bardzo dobrze znane i chłopaki naprawdę znają się na rzeczy. Są konsekwentni w tym co robią od samego początku, dopracowując „swój” styl niemal do perfekcji, czego najpełniejszym wyrazem jest opisywany tutaj album.
„Dissimilarity Defect” można nabyć jednie za pośrednictwem strony www zespołu, w postaci płyty CD bądź w formacie mp3, do czego gorąco zachęcam. Dla wielbicieli tego rodzaju gitarowych brzmień jest to rzecz wręcz obowiązkowa, zwłaszcza że pochodzi z naszego własnego podwórka. Respect!