Ilustracje: Maja Berezowska
Unikalne wydanie! dodatku w doskonałym stanie!
Niniejsze dziełko będzie posiadało inny charakter niż owe liczne publikacje z
dziedziny savoir vivere’u, które się u nas ukazały po wojnie. Ma to być życiowy
poradnik dla starych i młodych. Będzie tu mowa nie tylko o ubraniu, jedzeniu,
przyjmowaniu gości, o tym, jakie gatunki alkoholu winno się podawać do
poszczególnych dań, ale także o tym, jak się zachowywać w różnych sytuacjach
życiowych i jak zachować młodość w późniejszym wieku. Gato
Nasze rady i wskazówki życiowe będziemy traktowali lekko, z przymrużeniem oka —
ale miejmy nadzieje, nie ze skrzywieniem ust — Czytelnika. Będzie to lektura
typowo familijna: żona odczyta mężowi wszystkie złośliwostki wypisane na jego
temat wykrzykując co chwila: „Ach, przecież to jak gdyby twój portret!” Mąż zaś,
mając w ręce ową książkę, będzie się zaśmiewał radośnie, odnajdując w niej coraz
to obraz swojej żony. Babuni też się dostanie i dziadkowi, dla obojga znajdzie
się tu dużo rad i uwag krytycznych.
Nie będziemy oszczędzać nikogo i każdy w owym dziełku znajdzie coś dla siebie,
w sumie coś pokrzepiającego dla ducha, ponieważ jak powiedział pewien francuski
pisarz starszego pokolenia: „Nie ma nic równie zabawnego jak ŻYCIE”.
Nie zawsze jednak jesteśmy tak optymistycznego zdania o życiu, które potrafi nam
nie tylko płatać złośliwe figle, ale i gorsze rzeczy — o których tutaj nie
będziemy wspominać, ponieważ wiemy o nich aż nadto dobrze — ale miłych i
radosnych godzin dostarcza nam ono chyba w równej mierze.
Gdybyśmy kulę ziemską wyobrazili sobie jako olbrzymi pojazd, tak wielki, że
ruchów jego nie czujemy, pojazd, w którym otwierają się nagle drzwiczki, a
niewidzialna dłoń spycha poszczególnych pasażerów w przestrzeń kosmiczną, to
zrozumiemy, iż najważniejszą rzeczą w owej ekspedycji „w nieznane” jest jakoś
możliwie wygodnie się urządzić, co już tylko od nas samych zależy. Pierwszym
warunkiem, aby to osiągnąć, jest optymizm i poczucie humoru.
Francuzi mają doskonałe powiedzenie o ludziach, którzy się wciąż martwią i
trapią: że „rozgniatają czarną farbę”. Każda choroba, każde nieszczęście
potęguje się tym bardziej, im bardziej o nim, rozmyślamy i się zastanawiamy. I
dlatego lekarze nie powinni choremu na złośliwego nowotwora mówić, co mu jest.
Błogosławiona blaga, że mu nic takiego nie grozi, polepszy jego stan psychiczny
i fizyczny, ponieważ żaden ból nie jest tak dotkliwy jak uczucie lęku. To samo
jak chodzi o ludzi starych, którym nie powinno się wciąż dawać do zrozumienia,
że są chorzy na tę również nieuleczalną i śmiertelną chorobę, jaką jest starość,
ale przeciwnie: wmawiać im, że są wiecznie młodzi i że wszystkich młodych
przeżyją.
Jednym słowem nie należy rozpatrywać i zagłębiać się w swoich biedach i
niepowodzeniach. „Nie tylko że mam zmartwienie, ale jeszcze powinienem się
martwić — tego byłoby już za wiele” — powiedział kiedyś pewien mądry pan.
Wspaniałą terapią na wiele strapień i niepowodzeń jest pies — ten wesołek i
klown dany człowiekowi przez Boga. Kto posiada w domu takiego czworonogiego
pajaca, ten musi się kilka razy w ciągu dnia roześmiać. Oprócz psa, którego
powinno się mieć w domu, o ile warunki na to pozwolą, należy zmartwienia
przewietrzać, czyli wychodzić z nimi na spacer. Leżenie na tapczanie i
rozpamiętywanie jakichś swoich życiowych niepowodzeń czy klęsk potęguje ich
znaczenie i może doprowadzić do rozstroju nerwowego, tym bardziej że palacze
mając jakieś strapienie palą bez opamiętania. Po godzinie popielniczka jest po
brzegi napełniona szarym popiołem, a głowa — sadzą czarnych myśli. Każde
nieszczęście zmaleje, gdy się z nim i swoim pieskiem na smyczy wyjdzie na ulicę.
Nasze rady i przestrogi zaczniemy od ludzi starych, których niesłusznie zwalnia
się od wszelkiej odpowiedzialności i traktuje nieraz jak małe pędraki, które
dopiero uczą się chodzić i winny jeść kaszkę na mleku i mielone kotleciki…
Starzy ludzie nie zawsze są niedołężni, czasem są po prostu leniwi, nie chce im
się wyjść na dwór, gdy jest niepogoda, nie chce im się wiele. „Nie pójdę
wieczorem do kina lub teatru, bo trzeba późno wracać”. Budują sobie zawczasu
„Domek Babci Mały”.
Dwie rzeczy zapobiegają starości — władza i sława, obie trudne do osiągnięcia,
przypadające w udziale tylko wybrańcom. Dla przeciętnych ludzi pozostaje
Przyroda, która tak samo udziela swoich licznych skarbów i urody życia młodym i
starym. No i gra w brydża.
Magdalena Samozwaniec, właściwie Magdalena Kossak 1° voto Starzewska, 2° voto Niewidowska (1894-1972), polska pisarka, satyryczka. Córka słynnego malarza Wojciecha Kossaka.
Rozgłos przyniosła jej debiutancka parodia powieści H. Mniszek Trędowata pt.
Na ustach grzechu. Powieść z życia wyższych sfer towarzyskich (1922). Współpracowała z pismami satyrycznymi, m.in. przed wojną z Cyrulikiem Warszawskim, a po wojnie ze Szpilkami. Wystawiła wespół z A.M. Swinarskim szopkę satyryczną Kukiełki u Hawełki (1934).
Opublikowała humoreski i felietony, m.in.:
Mężowie i mężczyźni (1926),
Tylko dla kobiet (1946), powieści:
Wielki szlem (1933),
Błękitna krew (1954), utwory dla dzieci i młodzieży, np.
Tylko dla dziewcząt (1960), autobiograficzną opowieść
Maria i Magdalena (1956). Pośmiertnie ukazała się książka o siostrze Magdaleny Samozwaniec - Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej pt.
Zalotnica niebieska (1973).
Gato
Seria: Biblioteka Stańczyka
128 str., oprawa miękka, obwoluta, format 125x190
Stan: b.dobry (niemal idealny!)
Wyd.: Wydawnictwo Iskry, 1974
ISBN: -