Świat dziecka »

różnie świeci słońce dla dzieci



07 lutego 08:51
http://www.fundacja-sloneczko.pl/page.php?idd=op&ida=181/W

jeżeli nie podarowałeś 1% z podatku jeszcze nikomu to zrób to teraz.
07 lutego 22:11
chyba ze wolisz jak posłowie to przepiją
07 lutego 22:25
Użytkownik laaant napisał(a):
>chyba ze wolisz jak posłowie to przepiją


otóż to,komukolwiek byle nie im
15 maja 17:24
Uzbierało się z datków 80 000zł. Dojdzie jeszcze 1 %.Dzięki z całego serca.
25 marca 16:49
09 maja 18:38
Od 4 do prawie 6 mln dorosłych Polek poddało się w życiu aborcji
Data publikacji: 2013-05-09 17:00
Data aktualizacji: 2013-05-09 17:37:00
Od 4 do prawie 6 mln dorosłych Polek poddało się w życiu aborcji

Jak wynika z sondażu CBOS, nie mniej niż co czwarta, a nie więcej niż co trzecia dorosła Polka poddała się w swoim życiu aborcji. Autorzy badania, posługujący się nową metodą losowych odpowiedzi, dodają, że są to dane szacunkowe, „z dużym prawdopodobieństwem”. W skali całego społeczeństwa dawałoby to liczbę od 4,1 do 5,8 mln kobiet.



W wyniku badań uzyskano dane mówiące, że odsetek kobiet uśmiercających swoje nienarodzone dzieci jest wyższy w starszych grupach wiekowych – szczególną granicę wyznaczają 35-latki, czyli respondentki, które weszły w wiek rozrodczy na krótko przed zaostrzeniem prawa aborcyjnego. Kobiety młodsze decydowały się na aborcję prawie trzykrotnie rzadziej niż kobiety mające 35 lat i więcej (13 proc. wobec 36 proc.; największy odsetek dokonanych aborcji dotyczy kobiet w przedziale od 55 do 64 lat – 42 proc.). Wpływ na to miała zmiana regulacji prawnej, utrudniającej od 1993 roku dostęp do legalnej aborcji.



Poza respondentkami starszymi, częściej dokonanie aborcji deklarują kobiety gorzej wykształcone, niezadowolone ze swojej sytuacji materialnej, rzadko praktykujące religijnie (kilka razy w roku).



Najrzadziej aborcji dokonywały kobiety z wykształceniem wyższym, z miast o liczbie mieszkańców 101-500 tys., niezamożne, ale dobrze oceniające swoją sytuację materialną, o nieokreślonych poglądach politycznych i regularnie praktykujące religijnie (dane mówiące o respondentkach w ogóle niepraktykujących oraz praktykujących kilka razy w tygodniu oznaczone są jako obarczone dużym błędem).



Według oficjalnych danych, które przypomina CBOS, w 2011 roku przeprowadzono w Polsce 669 legalnych aborcji. Od 2002 roku liczba rejestrowanych aborcji wzrosła czterokrotnie, głównie za sprawą powiększającej się z roku na rok liczby „zabiegów” uzasadnionych wynikami badań prenatalnych. W 2002 roku wykonano ogółem 159 aborcji, w tym 82 w wyniku badań prenatalnych, 71 z powodu zagrożenia życia lub zdrowia matki, 6 w wyniku czynu zabronionego, ale w 2010 r. przy ogółem 641 aborcjach, już 614 z powodu badań prenatalnych, zero w wyniku czynu zabronionego i 27 z powodu zagrożenia życia lub zdrowia matki, w 2011 r. na 669 aborcji 620 z powodu badań prenatalnych, zero w wyniku czynu zabronionego i 49 z powodu zagrożenia zdrowia czy życia matki.



Rozporządzenie z dnia 11 lipca 1932 roku zniosło całkowity zakaz aborcji obowiązujący w czasie zaborów. Zalegalizowano aborcję dzieci poczętych w wyniku kazirodztwa, gwałtu lub współżycia z nieletnią mającą mniej niż 15 lat oraz z przyczyn medycznych. W chwili wejścia w życie, było to jedno z bardziej liberalnych rozwiązań w Europie. W latach 1943–1945, niemieckie władze okupacyjne wprowadziły prawo do aborcji „na życzenie”.



Ustawa z dnia 27 kwietnia 1956 roku dopuszczała aborcję, gdy przemawiały za tym wskazania lekarskie, trudne warunki życiowe oraz gdy zachodziło podejrzenie, że do poczęcia doszło w wyniku przestępstwa (w praktyce na prośbę kobiety).



Prawo aborcyjne regulują obecnie zapisy ustawy z dnia 7 stycznia 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Aborcja nie podlega karze: gdy do poczęcia doszło w wyniku czynu zabronionego, ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia matki oraz gdy przesłanki medyczne wskazują na ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie płodu.



Badania CBOS trwały pół roku - od listopada 2012 roku do kwietnia 2013 roku, objęto nimi łącznie 3576 Polek w wieku od 18. do 65. roku życia. Badania przebiegały z udziałem ankieterów, za pośrednictwem laptopa. Na ekranie pojawiały się dwa pytania - jedno dotyczyło aborcji a drugie neutralnego tematu. Kobieta sama przyporządkowała każdemu pytaniu "orła" lub "reszkę", a ankieter rzucał monetą. Ankietowana odpowiadała tylko na wylosowane w ten sposób pytanie – ankieter nie wiedział, które z nich zostało wylosowane. Celem tej metody miało być zwiększenie poczucia prywatności respondentek.



Źródło: KAI

pam

Read more: http://www.pch24.pl/od-4-do-prawie-6-mln-doroslych-polek-poddalo-sie-w-zyciu-aborcji,14705,i.html#ixzz2SoXzvukA
21 czerwca 09:28
Raport wolny od ideologii? Wolne żarty!
Data publikacji: 2013-06-18 14:00
Data aktualizacji: 2013-06-20 08:55:00
Raport wolny od ideologii? Wolne żarty!

Stowarzyszenie Na Rzecz Lesbijek, Gejów, Osób Biseksualnych, Osób Transpłciowych Oraz Osób Queer "Pracownia Różnorodności" przysłało do redakcji PCh24.pl pismo z wnioskiem o sprostowanie rzekomo nieprawdziwych i nieścisłych informacji w artykule pt. „Szkoła dewiacji i patologii”. Co tak bardzo oburzyło aktywistów LGBTQ?


W artykule z 30 kwietnia br. opisaliśmy szokujący raport pt. „Szkoła milczenia”, przygotowany przez Pracownię Różnorodności. Jest to analiza podręczników szkolnych pod kątem wytropienia i usunięcia z nich „homofobii”, „nietolerancji” i „nierówności”. Realizacja postulatów zawartych w raporcie oznacza w praktyce wykreślenie wszelkich treści, które w jakikolwiek sposób mogłyby krytycznie przedstawić homoseksualizm i homoseksualistów. Dokumenty tego typu stanowią podstawę do nacisków na Ministerstwo Edukacji Narodowej by wprowadzić do polskich szkół edukację seksualną opartą na promocji rozwiązłości.


Nasz artykuł nie spodobał się wydawcy „Szkoły milczenia”. Pracownia Różnorodności domaga się sprostowania szeregu wiadomości w nim zawartych. Przyjrzyjmy się bliżej jej żądaniom.


Pracownia Różnorodności uważa, iż nieprawdą jest, że „zarówno doświadczenie dnia codziennego, jak i analiza statutu „Pracowni różnorodności” wskazują jednoznacznie, że środowiska LGBTQ zajmują się promocją prowadzonego przez siebie trybu życia mającą na celu jego upowszechnienie w społeczeństwie.” Działalność oraz statut Pracowni nie potwierdzają, aby zajmowała się ona czymś takim.


Stowarzyszenie nie promuje więc homoseksualizmu, nie upowszechnia go również w społeczeństwie. Czy aby na pewno? Otwieramy statut Pracowni Różnorodności, dostępny publicznie na stronie stowarzyszenia[1]. Celami PR są według niego m.in:


- zwiększenie reprezentacji społecznej lesbijek, gejów, osób biseksualnych, osób transpłciowych oraz osób queer,

- kształtowanie pozytywnej tożsamości LGBTQ,

- propagowanie wiedzy na temat orientacji seksualnych,

Środkami do osiągnięcia tych celów są według statutu PR m.in.:

- organizowanie akcji promujących i popularyzujących kulturę otwartą na lesbijki, gejów, osoby biseksualne, osoby transpłciowe oraz osoby queer,

- wywieranie nacisku metodą lobbingu na partie, organizacje i grupy polityczne, środki masowego przekazu oraz opinię publiczną.


Czy jedna i druga „osoba wchodząca w skład zarządu” Pracowni, która podpisała się pod pismem do redakcji PCh24.pl (słowo członek zarządu zapewne nie mogło zostać użyte, gdyż nie jest neutralne płciowo) przeczytała statut własnej organizacji? Wystarczy również szybki rzut oka na stronę internetową Pracowni aby przekonać się, jakiego rodzaju działalnością popularyzującą zajmuje się stowarzyszenie – jest to m.in. promocja związków partnerskich, tzw. parad równości oraz filmów gejowskich i lesbijskich (cykl pt. darkroom cinema, słowo darkroom oznacza zaciemnione pomieszczenie w nocnych klubach służące do wolnych i nieskrępowanych kontaktów seksualnych). Na stronie w dziale „o nas” możemy także przeczytać, iż: w mediach, w edukacji, czy w języku polityki – jeśli już nawet pojawiają się geje lub geje i lesbijki – nie istnieją osoby biseksualne, osoby transpłciowe i osoby queer; nie mówi się o nich, więc nie trafiają do świadomości społecznej. Staramy się to przełamać.


Członkowie Pracowni z uporem twierdzą jednak, iż nie zajmują się promocją czegokolwiek a już na pewno nie homo, bi i transseksualizmu.


Kolejna „nieprawdziwa informacja” to: Celami Pracowni Różnorodności ani w/w raportu nie są „otwarta promocja homoseksualizmu w polskich szkołach oraz pozbycie się elementów, które afirmują normalną rodzinę”. Cele Pracowni są określone w jej statucie.


Wracamy do statutu Pracowni, w którym jej cele są rzeczywiście określone bardzo jasno. Środkami działania stowarzyszenia, poza wcześniej wymienionymi, są również:


- starania na rzecz wprowadzenia zmian do programów nauczania w szkołach, zmierzających do usunięcia z nich treści świadczących o dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, płeć oraz płeć społeczną,

- tworzenie własnych projektów edukacyjnych kształtujących postawy akceptacji wobec lesbijek, gejów, osób biseksualnych oraz osób transpłciowych oraz pozytywne wzorce tożsamości seksualnej i identyfikacji płciowej.


Otwierając Szkołę Milczenia na stronie 10 możemy przeczytać podrozdział pt. Opis Projektu i jego cele. Jest to m.in.: usunięcie treści homofobicznych z podręczników szkolnych oraz zmiana podstawy programowej. Jak wygląda realizacja tych celów w praktyce? Autorzy raportu postulują wykreślenie z podręczników w zasadzie wszelkich krytycznych uwag dotyczących homoseksualizmu. Całkowicie niedopuszczalne jest również krytykowanie homoseksualnego stylu życia. Dopuszczenie do użytku szkolnego materiałów opartych na katolickiej etyce seksualnej jeden z autorów określa jako skandal, którego skutkiem jest legitymizowanie homofobii i aktów nienawiści. Jakie treści zarekomendowano do usunięcia? M.in.:


- Podręcznik ten, podobnie jak analizowany wyżej, także reprezentuje konserwatywną, heteronormatywną koncepcję rodziny jako związku kobiety i mężczyzny, którzy posiadają dzieci,

- Praca promuje tradycyjne role płciowe, poglądy o dziewictwie, seksie przedmałżeńskim.,

- Książka promuje model aktywności seksualnej wyłącznie w małżeństwie,

- Promowanie poglądu o czystości i daru siebie dla drugiej osoby – koncepcja papieża Jana Pawła II.


W innym miejscu dr hab Jacek Kochanowski, jeden z autorów raportu, dziwi się, jakim cudem podręczniki szkolne zawierają takie stwierdzenia jak - Dominantą kobiecej psychiki jest macierzyństwo. Podobnie jak ciało kobiety nastawione jest na poczęcie, noszenie i urodzenie dziecka, tak również psychika służy temu zadaniu. (…) Głównym celem zabiegów kobiety jest dom, który traktuje jako bezpieczną przystań, ciepłe i zasobne gniazdo. Faszyzm w czystej postaci!


W swoich rekomendacjach dla podręczników autor idzie jeszcze dalej pisząc, iż potrzebnym jest wprowadzenie i odnoszenie tematyki różnorodności społecznej w sposób jednoznacznie pozytywny, także za pomocą innych niż tekst narzędzi w podręcznikach, także do osób i związków nieheterosekualnych oraz osób o nienormatywnej ekspresji płciowej.


Pracownia Różnorodności uważa jednak, że nieprawdziwa jest informacja jakoby celem stowarzyszenia i raportu Szkoła Milczenia było usuwanie prorodzinnych treści z podręczników oraz promocja homoseksualizmu.

W przesłanym do redakcji PCh24.pl liście członkowie Pracowni twierdzą również, iż nieprawdą jest stwierdzenie: „autorzy sprawozdania zarzucając krytykowanym podręcznikom ideologizację sami posługują się właśnie skrajną lewicową ideologią, tyle, że ubraną w pseudonaukowy kostium”. Pracownia twierdzi, iż raport pt. Szkoła Milczenia jest analizą ściśle naukową, wolną od ideologii, w tym skrajnie lewicowej.


Wróćmy zatem do celów raportu, jakie Pracownia stawia sobie na stronie 11 tego dokumentu. Jednym z nich jest weryfikacja treści podręczników z punktu widzenia ideologii gender. W raporcie oceniającym każdy podręcznik należało przy tym uwzględnić aspekt równościowy płci i tzw. orientacji seksualnych.


Jakie są korzenie gender? Juz w 1884 roku Fryderyk Engels pisał, iż w historii za pierwszorzędny antagonizm należy uznać antagonizm między mężczyzną i kobietą w monogamicznym małżeństwie, a za pierwszorzędny ucisk - ucisk kobiety przez mężczyznę. Tezy autora manifestu komunistycznego były rozwijane w XX wieku m.in. przez ruch feministyczny. Jedna z feministycznych liderek, Shulamith Firestone, pisała w latach 70.: aby wyeliminować klasy płciowe, klasa podrzędna (kobiety) musi się zbuntować i przejąć kontrolę nad reprodukcją. To oznacza, że celem rewolucji feministycznej jest nie tylko usunięcie przywilejów mężczyzn, co było celem ruchu feministycznego, lecz wyeliminowanie różnicy między płciami; różnice płciowe nie będą już więcej miały żadnego znaczenia. Stworzyło to podwaliny pod wywodzącą się z marksizmu ideologię gender, według której płeć nie ma charakteru biologicznego a jedynie kulturowy, tradycyjna rodzina jest natomiast przeżytkiem, gdyż uwzględnić należy również inne „modele życia” – homo, bi i transseksualne. Największy problem związany z takim myśleniem o człowieku wyraziła inna pionierka feminizmu Simone de Beauvoir, mówiąc iż: kobiety nie powinny mieć możliwości wyboru pozostania w domu i wychowywania dzieci, ponieważ gdyby taka możliwość naprawdę istniała, zbyt wiele kobiet skorzystałoby z niej. Macierzyństwo jest czymś naturalnym dla każdej kobiety, teorie gender – tworem sztucznym. O tym wiedzieli już twórcy tej ideologii.


Analiza z punktu widzenia gender jest punktem wyjścia dla autorów Szkoły Milczenia. Raport wolny od ideologii? Wolne żarty!


Naukowość opracowania mają gwarantować nazwiska ekspertów – autorów raportu. Przyjrzyjmy się jednemu z nich, cytowanemu już wcześniej, dr. hab. Jackowi Kochanowskiemu. Kochanowski jest zadeklarowanym homoseksualistą i człowiekiem lewicy (co sam potwierdza publicznie[2]), jednym z inicjatorów organizacji Kampania Przeciw Homofobii, współtwórcą Parlamentarnego Zespołu „Społeczeństwo Fair”[3] (składającego się wyłącznie z polityków Ruchu Palikota i SLD), współpracownikiem redakcji portalu dla „mniejszości seksualnych” queer.pl oraz członkiem Rady Fundacji Kultura dla Tolerancji (organizującej m.in. parady homoseksualistów w Krakowie). W przeszłości współpracował z dziennikiem Trybuna[4] (gazety, która powstała jako kontynuacja Trybuny Ludu, oficjalnego organu prasowego KC PZPR). Jest również opiekunem działającej na Uniwersytecie Warszawskim organizacji Queer UW – współorganizatora warszawskich „tygodni równości” oraz patrona skandalicznej i demoralizującej akcji pt. „marsz szmat”.


Pisząc o podręcznikach szkolnych dr hab Jacek Kochanowski na łamach Szkoły Milczenia posługuje się supernaukowym językiem, takim jak „tępa i nachalna reprodukcja modelu konserwatywnego”, twierdzi również, iż nauczanie Kościoła katolickiego uzasadnia i legitymizuje mowę nienawiści i przemoc, także fizyczną, wobec widzialnych (to jest widocznych w przestrzeni społecznej) osób nieheteroseksualnych.


Kochanowski krytykuje również ks. Józefa Augustyna, współautora jednego z recenzowanych przez niego podręczników: Przejdźmy zatem do kluczowego dla niniejszego projektu badawczego rozdziału poświęconego homoseksualizmowi. Autorem tego rozdziału jest ks. Józef Augustyn, jezuita szeroko znany ze swych agresywnie antyhomoseksualnych poglądów. Z powodu jawnie ideologicznej orientacji analizowanego podręcznika wybór ten mnie absolutnie nie dziwi: ks. Augustyn jest najlepszą osobą, by przedstawić katolicką wizję homoseksualności. Wizję nie mającą nic wspólnego ze współczesną wiedzą naukową. Jacek Kochanowski jest natomiast szeroko znany ze swych agresywnie prohomoseksualnych poglądów oraz bardzo jawnej orientacji seksualnej i ideologicznej. Wybór Kochanowskiego na jednego z autorów Szkoły Milczenia absolutnie nie dziwi – jest on najlepszą osobą, by przedstawić wizję seksualności zgodną ze skrajnie lewicową ideologią.


Pracownia różnorodności ma również pretensje do redakcji PCh24.pl, że pominęliśmy w tekście pt. „Szkoła dewiacji i patologii” stopnie naukowe autorów Szkoły Milczenia. Wczytując się dokładnie we fragment raportu autorstwa dr. hab. Jacka Kochanowskiego możemy zauważyć, że ani razu nie podał on stopnia naukowego ks. Józefa Augustyna (który jest doktorem habilitowanym), pisząc o jezuicie za każdym razem per ksiądz. W jeszcze bardziej poważny i naukowy sposób autorzy publikujący na oficjalnej stronie Pracowni Róznorodności opisują dr Paula Camerona[5], pisząc o amerykańskim psychologu: szarlatan, kłamca, hochsztapler, pseudonaukowiec. Przeprosin za te oszczerstwa nie widać.


Wniosku o sprostowanie rzekomo „nieprawdziwych i nieścisłych” informacji zawartych na portalu PCh24.pl nie można potraktować inaczej jak tylko w kategorii ponurego żartu. Warto przy tej okazji zacytować słowa Przemysława Szczepłockiego, jednego z autorów listu Pracowni Różnorodności do naszej redakcji, które ukazały się w czerwcowo-lipcowym numerze magazynu Sygnał[6]. Szczepłocki analizuje skandal jaki powstał po publikacji raportu Szkoła Milczenia oraz protesty środowisk katolickich związane z problemem seksualizacji dzieci. Zamiast dyskusji o faktach, w tym o przemilczeniach i nieprawdziwych informacjach w podręcznikach, oraz o poprawie podręczników – obrona „wartości”, które rzekomo są w niebezpieczeństwie. Zamiast merytoryki – emocje, w tym kreowanie zagrożenia. Zamiast wskazywania, że raport napisało czterech uznanych naukowców – dyskredytowanie raportu jako produktu „wiadomo jakiej” organizacji. Zamiast prawdy o osobach LGBTQ – konfabulacje na ich temat i przypisywanie „Pracowni różnorodności” jak najgorszych intencji. Mimo takiego odzewu (choć były też pozytywne reakcje) – robimy dalej swoje. To bardzo ważne słowa! Nie interesują nas protesty, nie interesują nas rodzice i ich prawo do wychowania dzieci według własnego światopoglądu. Nie obchodzi nas, że 83 procent badanych Polaków uważa homoseksualizm za odstępstwo od normy. Co czwarty badany sądzi, że nie powinno się go akceptować. 63 procent ankietowanych nie chce, by pary homoseksualne publicznie pokazywały swój sposób życia. 87 procent nie zgadza się na adoptowanie przez nich dzieci[7]. My i tak dalej będziemy robili swoje.


Jak do tej pory nie przytoczyliśmy jeszcze jednego, najkrótszego żądania Pracowni Różnorodności pod adresem naszej redakcji. Stowarzyszenie wnosi o sprostowanie rzekomo nieprawdziwej informacji oczekując publikacji twierdzenia: "działalność Pracowni Różnorodności nie jest w konflikcie z polskim prawem". Problem polega na tym, że w przedmiotowym artykule nie twierdzi się, że działalność tej organizacji stoi w konflikcie z prawem polskim. Mowa jest natomiast o stojących w konflikcie z polskim porządkiem prawnym postulatach homoseksualnego lobby. Stwierdzenie to nie dotyczyło zatem Pracowni jako takiej. Ta jednak odniosła do siebie to, co było kierowane pod adresem homoseksualnego lobby. Widać zatem, że sama toruńska organizacja uznaje się za lobby homoseksualne - confessio regina probationum: przyznanie się jest najlepszym dowodem. Nie tylko zatem fakty przytoczone w niniejszym artykule nie pozostawiają złudzeń co do tego, że Pracownia Różnorodności to organizacja lobbystyczna. Przyznaje to sam zarząd tej organizacji utożsamiając swoją działalność z postulatami homolobby. Wątpliwości nie będzie miał też nikt, kto spędzi kilka minut na stronach Pracowni i związanych z nią osób. Zarząd stowarzyszenia udaje jednak, że czarne jest białe. Lesbijki, geje, biseksualiści i transpłciowi (chciałem napisać Panie i Panowie ale mogłoby to zostać uznane za "mowę nienawiści" promującą "czysty faszyzm") – walczcie chociaż z odsłoniętą przyłbicą.


Marcin Musiał
16 wrzesnia 18:11
Amerykańscy obrońcy życia upamiętnili ofiary aborcji
Data publikacji: 2013-09-16 13:20
Data aktualizacji: 2013-09-16 10:18:00
Amerykańscy obrońcy życia upamiętnili ofiary aborcji
Fot. lumix2004/sxc /JK

Obrońcy życia w Stanach Zjednoczonych upamiętnili niecodzienne święta. 14 września odbyły się uroczystości upamiętniające abortowane dzieci na terenie całych Stanów. Organizacje takie jak Citizens for a Pro-Life Society, Priests for Life and the Pro-Life Action League modliły się przy grobach nienarodzonych. To pierwsze tego typu święto w tym kraju.



Obrońcy życia pochowali ciała abortowanych dzieci w ponad dwudziestu pięciu miejscach na terenie całych Stanów. Znaleźli je w koszach na śmieci w pobliżu klinik aborcyjnych, lub w innych tego typu miejscach. W niektórych takich grobach znajdują się setki ciał nienarodzonych. Jednak ofiar aborcji jest znacznie więcej.



- Od 1973 r. ponad 50 milionów nienarodzonych dzieci zostało zabitych i tylko mały ich odsetek pochowano w sposób godny człowieka, dzięki temu, że obrońcy życia wyjęli ich ciała ze śmietników – powiedziała Monica Migliorino Miller, dyrektor Citizens for a Pro-Life Society. - Te groby stanowią tragiczne przypomnienie, że najwyższy czas na zakończenie aborcyjnej niesprawiedliwości. Przypominamy naszym rodakom, że aborcja naprawdę zabija niewinne ludzkie istnienia – dodała Miller.



Eric Scheidler, prezes Pro-life Action League zwrócił uwagę, że groby nienarodzonych są nieporównywalne do innych grobów. - Nie ma na nich daty urodzin, ponieważ dzieciom nigdy nie pozwolono się narodzić – zauważył. - Nie ma też daty śmierci, ponieważ zabito ich w nieznanym dniu i wyrzucono ciała jak śmieci. Ale dla nas nie są oni śmieciami, lecz braćmi i siostrami. Oto dlaczego dokonujemy ich pochówku i odwiedzamy ich groby, by ich opłakiwać – dodał Scheidler.





Źródło: lifesitenews.com

Read more: http://www.pch24.pl/amerykanscy-obroncy-zycia-upamietnili-ofiary-aborcji-,17740,i.html#ixzz2f4ZVC3z7
01 października 17:56
śmierć zamiast szczególnej troski
Data publikacji: 2013-09-27 07:00
Data aktualizacji: 2013-09-28 09:45:00
Śmierć zamiast szczególnej troski
foto: Jasiek Staszewski

Sejm będzie debatował nad życiem dzieci dotkniętych chorobami genetycznymi. Czy parlamentarzyści usłyszą krzyk zabijanych nienarodzonych? Rozmowa z Kają Godek, matką 5 –letniego Wojtka z zespołem Downa, reprezentująca Komitet Inicjatywy Ustawodawczej domagającej się zakazu aborcji eugenicznej.



Podczas czwartkowego posiedzenia Sejmu będzie Pani prezentować obywatelski projekt ustawy o zmianie ustawy o planowaniu rodziny, ochrony płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. W jaki sposób chce Pani przekonać posłów by zagłosowali za Państwa projektem?

My mamy jedną zasadę mówienia o aborcji. Trzeba mówić prawdę. Pokazanie jaka jest prawda o aborcji, o tym w jaki sposób jest ona dokonywana, będzie bardzo istotnym argumentem za zakazem, który proponujemy. W kwestii aborcji mamy do czynienia z bardzo wieloma przekłamaniami i mitami, także w obszarze funkcjonowania dopuszczalności aborcji eugenicznej. Mam wrażenie, że ktoś celowo je rozpowszechnia także wśród polityków. Dlatego posłowie często nie mają pojęcia jak w rzeczywistości funkcjonuje obecnie obowiązujące prawo aborcyjne i czym jest na prawdę aborcja eugeniczna. Powiedzenie parlamentarzystom prawdy, mam nadzieję, da im do myślenia.



Otrzymujecie Państwo jakaś informację zwrotną, kto i jak zamierza głosować?

Spotykam się z sporą liczbą relacji, także od osób nie związanych z Fundacja Pro-prawo do życia, że politycy z którymi rozmawiali ukazując prawdę o aborcji zmieniali swoje nastawienie. Wchodząc z nami w rozmowę mięli oni gotowe tezy i prezentowali stosunkowo twarde stanowisko wynikające z wiary w krążące na temat aborcji mity.



Jednym z nich jest ten mówiący, że dokonuje się aborcji do 12 tygodnia, co jest nie prawdą. Aborcji eugenicznej dokonuje się także w 5 i 6 miesiącu ciąży. Kolejnym mitem jest przekonanie, że abortuje się dzieci tylko z bardzo poważnymi wadami, które i tak nie dożyłyby porodu lub umarły zaraz po narodzeniu. Gdy mówimy im prawdę, że aborcja eugeniczna dotyka dzieci z zespołem Downa, lub zespołem Turnera, który wszak nie upośledza umysłowo, wtedy wśród polityków następuje moment refleksji. Nie wiemy kto i jak będzie Sejmie głosował, widzimy jednak, że dawka wiedzy dostarczana przez nas posłom i senatorom wpływa na ich opinie, a w przyszłości może przełożyć się na podejmowane decyzję.



Jak odbiera Pani zmasowany atak na Państwa propozycje i falę niewybrednej krytyki, która przetoczyła się w ostatnim czasie w mediach?

Jest mi przykro, że ktoś atakuje moją postawę wypowiadając takie a nie inne słowa. Przez bardzo długi czas strona aborcyjna przedstawiała się jako reprezentująca interesy rodzin. To jest nie prawda. Pokazał to szczególnie proces Wandy Nowickiej z Joanna Najfeld. Za propagowaniem aborcji stoją olbrzymie pieniądze i koncerny przygotowujące w Polsce grunt pod być może otwarcie sieci klinik, w których na masową skalę byłyby zabijanie dzieci nienarodzone.


Nie na rękę jest stronie aborcyjnej to, że ludzie mający dzieci z wadami genetycznymi zaczynają jasno i wyraźnie mówić, oczywistą wydawałoby się rzecz, że to też są ludzie. Oni żyją z nimi i wychowują te dzieci i najlepiej wiedzą jaka jest prawda. Zawsze trzeba pamiętać, że są to w pierwszej kolejności dzieci a potem dopiero dostrzegać ich chorobę. Ten atak to ewidentna próba zamknięcia nam ust. A przecież trudno sobie wyobrazić, że rodzice patrząc na swoje doświadczone chorobą dziecko nie będą się oburzać kiedy ktoś broni prawa umożliwiającego ich zabijanie.



Szczególnie obrzydliwe jest powoływanie się na rzekome obciążenie budżetu, które ma przynieść wprowadzenie w życie Państwa projektu.

Nie wiem o jaki obciążeniu budżetu te osoby mówią. Sprawa ta dotyka bowiem 600 dzieci rocznie. Przy tak wysokim stopniu marnotrawieniu pieniędzy publicznych na bzdurne i nietrafione inwestycje doprawdy strach słuchać takich argumentów. Następuje kompletne pomieszanie pojęć a środek ciężkości zostaje przesunięty, z horyzontu znika człowiek, także ten najbardziej potrzebujący a pojawia się rachunek ekonomiczny.



I na koniec. Odczuwa Pani tremę przed wystąpieniem podczas obrad Sejmu, także przed tymi, którzy radykalnie sprzeciwiają się projektowi obywatelskiemu i czynią to nie przebierając w środkach?

Wiem, że uczestniczę w rzeczy bardzo ważnej. Bardziej niż tremę mam poczucie odpowiedzialności za to co będzie się działo w Sejmie. Myślę, że właśnie to poczucie odpowiedzialności za przyszłość naszego kraju jest motywacją dla dalszego działania.



Rozmawiał Łukasz Karpiel

Read more: http://www.pch24.pl/smierc-zamiast-szczegolnej-troski,17985,i.html#ixzz2gUDY2zP9
26 kwietnia 18:15
Zanim urzędnik odbierze ci dziecko
Data publikacji: 2014-04-22 06:00
Data aktualizacji: 2014-04-25 18:05:00
Zanim urzędnik odbierze ci dziecko
Fot. hoefi/sxc.hu

Gdy rodzina dotknięta jest patologią, urzędnicy zajmujący się pomocą społeczną widzą coraz częściej tylko jedno rozwiązanie – odebrać dzieci i umieścić je w placówce opiekuńczej. To może i najłatwiejsze wyjście, ale bynajmniej nie rozwiązuje istoty problemu, a ponadto coraz częściej jest nadużywane. Na szczęście można inaczej.



Funkcjonująca w Polsce ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zawiera bardzo nieprecyzyjne sformułowania, co dotyczy zwłaszcza enigmatycznego pojęcia „środowiska zagrożonego przemocą”. W rezultacie osoby pracujące przy telefonicznej linii wsparcia rodziców zagrożonych pochopnym odebraniem dzieci przez urzędników (helpline Rzecznika Praw Rodziców) mówią o coraz większej liczbie przypadków wprawiania sądowej maszyny w ruch wskutek niesprawdzonych pomówień. Z drugiej strony Polskę obowiązuje Deklaracja Praw Dziecka, co oznacza, że instytucje państwowe są zobowiązane do ingerencji w obronie bezpieczeństwa dziecka, gdy tylko pojawia się cień podejrzenia, że "prawa dziecka" mogą być łamane. Rezultatem jest przyjęte przez urzędników państwa założenie, że lepiej kilka razy się pomylić i odebrać dziecko zdrowej rodzinie, niż być zbyt zachowawczym i pozostawić je w rodzinie dysfunkcjonalnej, zagrażającej zdrowiu i życiu najmłodszych.



W tej chwili prawie nikt nie kwestionuje tego podejścia. Problem polega na tym, czy rzeczywiście rodzina patologiczna, dysfunkcjonalna to twór nadający się wyłącznie do „odstrzelenia”. Ile osób zawodowo zaangażowanych w opiekę społeczną powiedziałoby: „co prawda ojciec pije i bije swą konkubinę oraz dzieci, ale widzę szansę ocalenia tej rodziny!”?



Okazuje się, że nawet mocno zaburzoną rodzinę można jednak uratować. Zapewnić dzieciom właściwą opiekę, a rodziców wyciągnąć z patologii. Propozycję taką oferuje powstały w Nowej Zelandii, a działający w tej chwili w wielu krajach program Family Congerences Group – Rada Poszerzonego Kręgu Rodzinnego.



Poszerzony Krąg Rodzinny

Idea jest prosta i opiera się na założeniu, iż najlepsze wsparcie stanowi dla nas rodzina oraz przyjaciele. W wielu przypadkach sposób nie działa, dlatego, że, na przykład, dalsza rodzina nie chce się wtrącać w problemy krewnych dotkniętych problemem dysfunkcji lub zwyczajnie o problemach tych nie wie. Bywa też, że rodzina jest skłócona (podobnie przyjaciele czy bliscy znajomi). Nie chcą się wtrącać w czyjeś osobiste problemy, uważając to za ingerencję w prywatność dorosłych i niezależnych osób. Rada Poszerzonego Kręgu Rodzinnego zmienia sposób widzenia problemu. Jak to się dzieje? Generalnie pomysł polega na zorganizowaniu spotkania, na którym zostaje przedstawiony problem z którym zmaga się rodzina, a uczestnicy są proszeni o wypracowanie planu pozwalającego danej rodzinie na wyjście z trudnej sytuacji. Z jednej strony plan może obejmować konkretne działania podejmowane przez bliższych i dalszych krewnych czy przyjaciół, ale też konkretne propozycje wsparcia instytucjonalnego. Opowiadał o tym przedstawiciel FGC z Holandii – Rob van Pagee podczas dwudniowych warsztatów, które odbyły się w Warszawie.



Jak to się robi

Niezależny koordynator FGC (nie jest on pracownikiem socjalnym, a osobą naprawdę niezależną!) rozmawia z rodziną, której dotyczy problem. Przedstawia ideę rodzinnej narady i prosi o wskazanie osób, które warto w to włączyć. Potem udaje się do wskazanych osób, prosząc o poszerzenie kręgu – kogo jeszcze warto zaprosić? Skompletowanie całego składu bywa trudne. Rodzina może być ze sobą skonfliktowana, ludzie, których problem dotyczy mogą się bać lub wstydzić ujawnienia ich problemu. W co trudniejszych sytuacjach prowadzone są wstępne (przed spotkaniem właściwym) mediacje pozwalające wysoce skonfliktowanej rodzinie na zdobycie umiejętności spokojnej dyskusji nad rozwiązaniem problemu. Kto zalicza się do poszerzonego kręgu rodzinnego? Ciotki, wujkowie, teściowie, babcie, kuzyni, ale też przyjaciele, czasem sąsiedzi, czasem nawet życzliwi ludzie z pracy, czy członkowie wspólnoty religijnej (z parafii czy duszpasterstwa).


Sama sesja wygląda następująco: najpierw przedstawiciele instytucji zajmującej się pomocą rodzinie krótko prezentują problem. Na przykład pracownik socjalny opowiada o standardowych procedurach i możliwościach pomocy, osoba należąca do wspólnoty Anonimowych Alkoholików mówi kilka słów o tym, jak AA działa i jakie wsparcie oferuje, itp. Przedstawiciele „systemowi” przedstawiają też tzw. „warunki brzegowe” - czyli kryteria, który musi spełnić plan by został zaakceptowany. Na przykład – dziecko musi mieć zapewnione bezpieczeństwo oraz zaspokojenie potrzeb fizycznych i emocjonalnych. Koordynator przedstawia problem nad którym należy pracować. Na przykład: Jak sprawić, by dziecko przychodziło do szkoły odpowiednio ubrane, najedzone, z właściwymi podręcznikami, itp.? Następnie wszyscy ludzie „z zewnątrz” zostawiają rodzinę (przy stole zastawionym jedzeniem, tak by stworzyć bardziej przyjazną atmosferę debaty) na czas na tyle długi, by mogli wypracować plan. Narada taka może trwać nawet kilka godzin. Po debacie plan zostaje przedstawiony koordynatorowi, który musi go zaakceptować. Pracownik socjalny z kolei rozlicza rodzinę z wykonania tego planu.



Dlaczego to działa lepiej niż rozwiązania „systemowe”

Przede wszystkim – dlatego, że to sami zainteresowani są autorami planu. Są zmotywowani, by go zrealizować, nie jest narzucony siłowo, z zewnątrz, groźbą odebrania dzieci. Można się obawiać, czy ludzie kompletnie bezradni życiowo, którzy do tej pory zupełnie zawiedli jako rodzice stworzą wartościowy plan rozwiązania problemu. Pamiętajmy jednak, że właśnie dlatego prosimy o wypracowanie planu poszerzony krąg rodzinny – ludzi, którzy sami nie są skażeni patologią. Doświadczenia dziesiątków tysięcy takich interwencji pokazują, że typowy plan poradzenia sobie z problemem obejmuje 18 punktów, z czego aż 80 procent to rozwiązania zakładające wsparcie rodziny (np. ciotki Ania i Basia będą przychodzić na zmianę na dwa wieczory w tygodniu, by zająć się dziećmi, a w tym czasie ich mama będzie chodzić na terapię) tylko 20 procent to rozwiązania „systemowe”. Co więcej, te ostatnie są zwykle bardzo konkretne. Np. rodzinie grozi zabranie dzieci wskutek biedy, ojciec nie może znaleźć pracy, ale jest praca w innym zawodzie – pada propozycja konkretnego kursu pozwalającego na przekwalifikowanie. Oczywiście czasem oczekiwania wsparcia ze strony instytucji bywają nierealistyczne, gdyż np. gmina nie ma funduszy na konkretny cel, jednak otwiera to możliwość starania się o pieniądze od dobroczyńców. Jeśli problem brudnych rzeczy dziecka załatwiłaby łazienka i pralka, doświadczenie pokazuje, że można znaleźć ludzi, którzy zdecydują się to prywatnie sfinansować. Badania pokazują także, iż zainteresowani z reguły trzymają się wypracowanych przez siebie planów, a co ciekawe, tam gdzie one zawodzą to często nie przez brak pomocy ze strony „poszerzonego kręgu rodzinnego”, lecz wskutek zaniedbań po stronie instytucjonalnej. Oczywiście przedstawiam w tym artykule to podejście w tej chwili w dużym uproszczeniu, jednak konkretne przykłady rodzin, którym udało się pomóc są imponujące. Dlatego jest to podejście godne polecenia. Daje szansę ludziom, którzy w dotychczasowym systemie są skazani na wykluczenie. Możemy nie tylko zapewnić bezpieczeństwo dzieciom, ale także zapewnić je zachowując ich prawo do własnej mamy i taty.



Bogna Białecka - psycholog

Read more: http://www.pch24.pl/zanim-urzednik-odbierze-ci-dziecko,22331,i.html#ixzz300extxNp
Proszę się zalogować aby zabrać głos na forum.


Strona wygenerowana 2014-08-01 03:40:29, .21