Wybór i wstęp: Stanisław Ryszard Dobrowolski
Wydanie okolicznościowe, 40 rocznica wybuchu powstania warszawskiego 1944-1984
Wydanie bibliofilskie w formie miniksiążeczki (miniatura, minibook)!
Pieśni Powstania Warszawskiego to śpiewnik zawierający pieśni powstania warszawskiego (teksty, nuty, akordy) wydany w formie miniksiążeczki (miniatura)
Pieśń towarzyszyła żołnierzowi polskiemu od wieków w jego bojach o naród i ziemię. Pieśń, nieodstępna towarzyszka żołnierza, zagrzewała go do walki, podtrzymywała go na duchu w ciężkich chwilach porażek i klęsk — była dla niego niezastąpioną nauczycielką patriotyzmu.
Toteż w sierpniowe i wrześniowe dni 1944 roku, tragiczne dni niepodległościowego zrywu ludu Warszawy, pieśń i piosenka nie odstąpiły żołnierzy powstania. Umierali, w większości młodociani, bohaterowie tej walki ze stówami pieśni Kazimierza Delavigne na ustach; „Dziś twój triumf albo zgon!”
I właśnie, co też nie było przypadkiem, melodia „Warszawianki”, dzieła muzycznego Karola Kurpińskiego, była chyba najpopularniejsza w straszliwe dni i noce Powstania Warszawskiego. Mogę to poświadczyć; byłem jego czynnym uczestnikiem, wielokrotnym świadkiem, jak w groźnych momentach przywracała męstwo opanowanym już, mogło się zdawać, przez porażającą umysły panikę grupom żołnierzy powstania.
Mogło się wydawać, że nie były to warunki, w jakich w ogóle można było śpiewać. Jednak śpiewano.
Śpiewano więc najpierw, poza z dawna już znanymi piosenkami żołnierskimi, napisane w latach wojny, tworzone przed wybuchem powstania w okupacyjnym podziemiu. Pisali je niejednokrotnie i komponowali do nich muzykę amatorzy, którzy przedtem nie parali się twórczością piosenkarską — konspiratorzy, działacze podziemia, często do dziś anonimowi. Pisali je jednak również wybitni twórcy, tacy kompozytorzy jak Witold Lutosławski, Andrzej Panufnik czy Jan Maklakiewicz i tacy poeci jak dla przykładu Aleksander Maliszewski.
Już przed powstaniem narodziły się pieśni: „Do broni” (Maliszewski-Lutosławski), „Hej, chłopcy, bagnet na broń” (Krystyna Krahelska), „Marsz Gwardii Ludowej” (Wanda Zieleńczyk, Jadwiga Kocanowa), „Do broni, Polacy” (Zygmunt Ziółek-Maklakiewicz), anonimowego autorstwa „Naprzód do boju, żołnierze”, „Warszawskie dzieci” (Dobrowolski-Panufnik) i „Pieśń Szarych Szeregów” (Cz. Kałkusiński-H. Fajt).
Tworzono je bądź to dla bieżących potrzeb walki z okupantem, dla moralnego wspierania działań partyzanckich i dywersji jak przykładowo „Marsz Gwardii Ludowej” lub z myślą o przyszłym ogólnonarodowym, ostatnim boju jak w przypadku „Żelaznego marsza” (Dobrowolski-Lutosławski).
Rzecz oczywista pisano te pieśni i rozpowszechniano w warunkach okupacji hitlerowskiej anonimowo. Ich twórcy ze zrozumiałych względów ukrywali swe autorstwo pod pseudonimami. Niektórych spośród nich, jak to już było powiedziane, do tej pory nie udało się mimo starań badaczy tej anonimowej twórczości, zidentyfikować i najprawdopodobniej na zawsze już pozostaną bezimienni.
Rzecz, która może budzić podziw, w dniach powstania, w Warszawie druzgotanej pociskami z ziemi i powietrza, zasypywanej niemal dosłownie ich ulewą, powstało szereg pieśni tworzonych przez uczestników walk, żołnierzy powstania. Niektóre z nich natychmiast zdobyły sobie ogromną popularność.
Do najpopularniejszych zaliczyć należałoby: „Pałacyk Michla”, „Sanitariuszkę Małgorzatkę” i „Marsz Mokotowa”. Na szczególną uwagę zasługuje tu robota kompozytorska Jana Markowskiego, twórcy „Sanitariuszki Małgorzatki”, „Małej dziewczynki z AK” i cieszącego się wielką popularnością z uwagi na chwytliwą muzykę „Marsza Mokotowa”. Gdy parę tekstów powstańczych pieśni napisano do znanych melodii dawnych piosenek jak „Maszerują strzelcy” czy „Serce w plecaku”, Markowski wśród huku bomb lotniczych, eksplozji artyleryjskich pocisków i trzasku karabinów maszynowych komponował udane melodie piosenek, z których „Marsz Mokotowa” do dziś jest nadal popularny.
Gdy piszę o pieśniach Powstania Warszawskiego, trudno mi oprzeć się wspomnieniu, które do końca moich dni będzie najgłębiej mnie wzruszać. Przytoczę je tu z uwagi na jego szersze, niż tylko mój osobisty do niego, emocjonalny stosunek, znaczenie, na jego ważką wymowę.
Pewnego sierpniowego dnia 1944 roku w jednej z powstańczych gazetek przeczytałem reportaż — nie pamiętam już dzisiaj — ukrytego pod pseudonimem czy też całkiem anonimowego, nie znanego mi wtedy autora o działaniach bojowych oddziału młodych ludzi, prawie dzieci, w dzielnicy mojego dzieciństwa na warszawskim Powiślu.
Pisał autor reportażu, że któregoś tam dnia owa młodociana grupa powstańcza, wstawszy o świcie, odśpiewała napisaną przeze mnie w lutym 1944 roku pieśń „Warszawskie dzieci” — „Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój!” — wyszła zza barykady i uderzyła na stanowiska hitlerowskich żołdaków. Chłopcy, jak podawał autor reportażu, padli w walce.
Autorem reportażu okazał się później znany poeta i pisarz-marynista, nie żyjący już dzisiaj Janusz Stępowski. Reportaż przedrukował po wojnie centralny wówczas organ prasowy Ludowego Wojska Polskiego „Polska Zbrojna”.
Bardzo wiele przemawia za domniemaniem, że opisane przez Janusza Stępowskiego wydarzenie na Powiślu nie było w powstaniu faktem odosobnionym.
Nie może tedy dziwić, że w sierpniowe i wrześniowe dni 1944 roku w Warszawie najbliższa nie tylko uszom ale i sercom i rozegzaltowanym umysłom powstańczej młodzieży była melodia pieśni, której wezwanie
„Hej, kto Polak, na bagnety!
Żyj, swobodo, Polsko, żyj!”
w pełni współbrzmiało z jej uczuciami i myślami.
Śpiewali, idąc na śmiertelny bój z uśmiechem na wargach młodzi ludzie, obrońcy ukochanego nad życie, rodzinnego „syreniego grodu”:
„Hej, Zosieńko, hej, panienko!
Po cóż próżne łzy?
Wszak z naszej krwi
Wolne wstaną dni!
Czy ta garść pieśni i piosenek jest dzisiaj po latach tylko osobliwym dokumentem — czymś, co kiedyś czemuś, jakiejś dawno minionej służyło, przebrzmiałej sprawie, ważnej ale już nieaktualnej i mającej teraz tylko historyczne znaczenie?
Może, czytając te nie całkiem jeszcze obeschłe z krwi kartki pieśniarskich tekstów sprzed czterdziestu lat, warto się nad tym zastanowić. Może nie tylko warto się nad nimi zamyślić, jak tylko można najgłębiej zastanowić, ale trzeba. I to koniecznie.
- Wstęp 5
- Do broni 15
- Hej, chłopcy, bagnet na bron 17, 63
- Szturmówka 19, 65
- Do broni, Polacy 21, 66
- Naprzód do boju, żołnierze 23, 67
- Warszawskie dzieci 25, 68
- Pieśń Szarych Szeregów 28
- Chłopcy silni jak stal 29, 69
- PalacykMicfala 31, 70
- Sanitariuszka Małgorzatka 33, 11
- Zośka 36, 73
- Marsz Mokotowa 40, 74
- Marsz robotników Elektrowni 42, 76
- Marsz Śródmieścia 44
- Marsz Żoliborza 46, 77
- Marsz kompanii K-3 48, 78
- Na wojenkę poszli chłopcy 50, 80
- Piosenka 52
- Mała dziewczynka z AK 54, 82
- Dorota 56, 84
- Hej, maszerujemy po obozie 58, 86
Gato
Seria:
88 str., oprawa twarda, format 85x125
Stan: b. dobry (praktycznie idealny)
Wyd.: Krajowa Agencja Wydawnicza, 1984
ISBN: 83-03-00659-2