Krzysztof Mech
Logos wiary
Między boskością a racjonalnością
Klemens Aleksandryjski, Orygenes, św. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu,
Paul Tillich, I. Kant, M. Heidegger
Oprawa miękka
Wydanie: pierwsze
Ilość stron: 468
Wydawnictwo: Instytut Myśli Józefa Tischnera
Nowa
Książka Krzysztofa Mecha Logos wiary jest pierwszym - od razu znakomitym - polskim dziełem na temat relacji rozumu i wiary od początków chrześcijaństwa aż po nasze czasy. Książka jest wzorowym pod względem dokładności i naukowej odpowiedzialności - a przy tym pasjonującym - studium wybranych myślicieli od pierwszych filozofujących Ojców Kościoła aż po Heideggera i Tillicha. (...) Książka Mecha zmusza do przemyślenia na nowo najgłębszych źródeł ludzkiej rozumności, a także do postawienia pasjonującego pytania o „różnicę teologiczną” między boskim a ludzkim i o sens logosu wiary jako takiej.
Prof. dr hab. Karol Tarnowski
http://www.teologiapolityczna.pl/assets/stories/okladki_ksiazek/mech_logos_spotkanie_dwoch_logosow.pdf
IRENEUSZ ZIEMIŃSKI
ROZUM ZAKORZENIONY W BOSKOŚCI?
Krzysztof Mech: Logos wiary. Między boskością a racjonalnością, Instytut Myśli
Józefa Tischnera: Kraków 2008, ss. 464.
Encyklika Jana Pawła II Fides et ratio spowodowała ponowne zainteresowanie
fi lozofów (zwłaszcza w Polsce) problemem relacji rozumu do wiary. Wśród publikacji
nawiązujących do tego problemu, będących jednak nie komentarzem tekstu
encykliki, lecz samodzielną próbą rozstrzygnięcia problemu racjonalności wiary,
należy wymienić przede wszystkim pionierską książkę Karola Tarnowskiego Usłyszeć
niewidzialne1. Autor broni w niej idei wiary fundamentalnej jako pierwotnego
prazaufania człowieka do świata, które może – chociaż nie musi – skonkretyzować
się w postaci wiary religijnej, dosięgając w ten sposób Boga jako ostatecznej podstawy
ludzkiej nadziei. Logos wiary Krzysztofa Mecha można potraktować jako
rozwinięcie niektórych wątków książki Tarnowskiego, autor usiłuje bowiem wskazać
na wspólne źródło wiary i rozumu, którym jest boskość. Książkę Mecha możemy
zatem zinterpretować z jednej strony jako próbę ukazania idei rozumu zakorzenionego
w Bogu, z drugiej jako analizę warunków możliwości myślenia o Bogu.
Autor interpretuje kulturę europejską jako spotkanie dwu logosów: fi lozofi
cznego rozumu Greków oraz religijnej wiary Izraelitów. Ten fundament tradycji
Zachodu został jednak zapomniany (s. 17), a historia europejskiego rozumu to
stopniowe uwalnianie się ze sfery sacrum i oddzielanie od boskości (s. 141).
Na gruncie chrześcijaństwa doszło do naturalizacji rozumu, którego stosowalność
___________________________
1 K. Tarnowski, Usłyszeć niewidzialne. Zarys fi lozofi i wiary, Kraków: Instytut Myśli
Józefa Tischnera 2005.
ograniczono wyłącznie do świata. W związku z tym Mech stawia dwa ściśle powiązane
pytania; pierwsze ma charakter historyczny: „spytajmy w sposób możliwie
najbardziej nieuprzedzony – dlaczego w ogóle dokonało się przeciwstawienie wiary
i rozumu? W tym przeciwstawieniu najbardziej zadziwiające jest nie tylko jak, ale
to, że w ogóle do niego doszło” (s. 13). Pytanie drugie ma charakter ontologiczny
i dotyczy istoty rozumu – czym jest i co stanowi jego podstawę? Odpowiedzią na
pierwsze pytanie są dzieje pojmowania rozumu i wiary oraz ich wzajemnego związku
(s. 12–14); odpowiedzią na drugie jest boskość jako źródło ludzkiej racjonalności
(s. 14). Celem książki jest próba pokazania, że „możliwe jest myślenie, które wychodząc
od różnicy między wiarą a rozumem, zmierza w stronę ich wspólnego źródła,
aby rozjaśnić to, co w różnicy zapomniane” (s.12). Autor chce także „odsłonić zjawiającą
się ze szczególną mocą w początkach chrześcijaństwa ideę ‘zakorzenienia’
ludzkiej racjonalności w tym, co boskie w człowieku, a następnie odsłonić drogę, na
której związek boskości i racjonalności ulega zapomnieniu” (s. 14). Chodzi zatem
o przywrócenie jedności dwu logosów, czyli naprawienie „błędu dziejów” przez
zakorzenienie rozumu w boskości; książka nie ma jednak być syntezą, lecz próbą
„przemyślenia dziejów wiary i rozumu na wybranych przykładach” (s. 15).
W rozdziale pierwszym Mech kreśli swoistą fenomenologię wiary, analizując
teksty biblijne. Wiarę Izraelitów oraz chrześcijan interpretuje jako obietnicę przyszłych
dóbr, a zarazem porękę ich uzyskania. Obietnica dotyczy przede wszystkim
widzenia Boga i zostaje częściowo spełniona dzięki Wcieleniu. Widzenie Boga
w Jezusie nie jest jednak całkowite, stanowiąc zapowiedź pełnego widzenia w chwale
w życiu przyszłym (s. 41–42). Dla osób żyjących po Jezusie wiara nie oznacza
widzenia, lecz uznanie za prawdę głoszonej przez Niego nauki (s. 42–43). Ten poznawczy
element odróżnia wiarę chrześcijańską (pistis) od wiary Izraelitów (emuna).
„Myśleć chrześcijańską pistis od strony tego, co różni ją od emuny, to znaczy myśleć
ją od strony odsłaniającego się na kartach Nowego Testamentu wymiaru poznania.
Pistis jest akceptującym słuchaniem słowa, które niesie ze sobą pewne konkretne
treści; jest akceptującym poznaniem treści wiary i uznaniem ich za prawdziwe
w nadziei na zbawienie” (s. 45). Z tego powodu istotna staje się kategoria prawdy,
która dla Izraelitów oznaczała dotrzymanie przez Jahwe słowa danego narodowi
wybranemu (s. 46). W chrześcijaństwie wiara jest otwarta na prawdę rozumianą
poznawczo: „Pistis odsyła do treści, które domagają się, by uznać je za prawdziwe;
słowo ma tutaj konkretny kształt, staje się nauczaniem” (s. 47–48). Ten właśnie
element odsyła do fi lozofi i greckiej, zwłaszcza że prolog Ewangelii według świętego
Jana wprowadza pojęcie logosu. „Pojmowanie Janowego logosu jako logosu
w człowieku otwiera możliwość jego utożsamienia z logosem Heraklita i stoików”
(s. 63). Logos Janowy to zarówno rozum obecny w człowieku, jak i Rozum Boży,
który przyszedł na świat. Wprawdzie w nauczaniu świętego Pawła dostrzec można
niechęć do fi lozofi i jako mądrości ludzkiej, będącej przeciwieństwem mądrości
Bożej, objawionej w Chrystusie, to jednak Apostoł poszukiwał kontaktu z fi lozofi ą,
widząc w niej przesłankę wiary (s. 69–70).
Pełne spotkanie obu logosów dokonało się, zdaniem Mecha, w pismach Ojców
Kościoła, którzy nie dostrzegali rozdźwięku między rozumem a wiarą, lecz istotną
między nimi jedność. Centralnym pytaniem Ojców był raczej status fi lozofi i greckiej
– czy jest w niej zawarta jakakolwiek prawda i czy jest ona elementem dziejowego
objawienia Bożego? Ojcowie pytali zatem, „czy fi lozofi a grecka w jakimś zakresie
uczestniczy w boskim Logosie, czy też jest całkowicie od niego oddzielona?” (s. 77).
Podstawą jedności rozumu i wiary jest ich źródłowa współprzynależność do Boskiego
Logosu, w którym chrześcijanie uczestniczą z racji jego pełnego objawienia
w Chrystusie (s. 76–77); dzięki rozumowi zatem Bóg zamieszkuje w człowieku,
a człowiek uczestniczy w Bogu (s. 102). Prowadzi to do poszerzonej koncepcji
racjonalności, która ma przede wszystkim charakter nie dyskursywny, lecz kontemplacyjny
(s. 136). Rozum nie jest zdolnością czysto naturalną, niezależną od tego,
co religijne, lecz zakorzenioną w boskości, co ma skutki etyczne – rozum nie tylko
odsłania prawdę o dobru, lecz także motywuje do dobra (s. 140).
Współcześnie jesteśmy na antypodach takiego pojmowania rozumu (s. 141),
a główną odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosi, zdaniem Mecha, święty
Tomasz z Akwinu, który zerwał z ideą rozumu zakorzenionego w Bogu (s. 145).
Powodem było wprowadzenie różnicy teologicznej jako podstawowej zasady myślenia
oraz usytuowanie Boga i rozumu po różnych jej stronach. Różnica teologiczna
to przede wszystkim oddzielenie łaski i natury, czyli nadprzyrodzoności od tego,
co przyrodzone (s. 143, 146), skutkiem czego jedynym przedmiotem poznania
rozumowego okazuje się świat przyrody (s. 152–153). Rozum nie jest w stanie
dosięgnąć nadprzyrodzonej rzeczywistości objawienia (s. 180) ani tym bardziej
dostąpić bezpośredniego oglądu Boga (s. 153); oddzielenie to powoduje również,
że Stwórca nie oddziałuje bezpośrednio na rozum człowieka. „Idea uczestnictwa
nie tylko nie znosi radykalnej różnicy Boga i świata, ale właśnie ją wyraża; wyraża
ich wzajemne oddzielenie” (s. 147). Rozum ludzki jest powiązany z Bogiem jako
swoją zewnętrzną przyczyną stwórczą, analogicznie do innych bytów; nie istnieje
jednak bliższa więź, która pozwoliłaby uznać Boga za podstawę naszej racjonalności
(s. 158–159). Fakt ten ma konsekwencje epistemologiczne, rozum bowiem
nie jest w stanie „poznać nic więcej ponad to, co wynika z jego natury” (s. 160).
Koncepcja Tomasza ma także skutki ontologiczne, rzeczy stworzone nie są bowiem
znakami Boga ani przejawami Jego woli, lecz efektem koniecznych praw natury.
„Świat podporządkowany działaniu naturalnych praw, to świat oddzielony od Boga,
posiadający względem Niego niezależność” (s. 192). Do tego dochodzi oddzielenie
aksjologiczne: „To, co przyrodzone, za sprawą materii, a także grzechu jest odległe
od Boga” (s. 150). Akt stwórczy nie wystarcza, by zasypać przepaść między Bogiem
i człowiekiem (s. 150), a wiara religijna zostaje pozbawiona wszelkich racji, co stało
się powszechną ideą nowożytności, zwłaszcza u Kanta.
Zdaniem Mecha Kant pogłębia przepaść między rozumem i wiarą oraz
przyrodą i Bogiem myśląc w kategoriach różnicy epistemologicznej, oddzielającej
świat zmysłów i rozumu. Świat przyrody jest systemem praw czystego intelektu,
doskonale zamkniętego na jakiekolwiek działanie łaski. „W fi lozofi i Kanta to, co
nadprzyrodzone, zostaje faktycznie pozbawione możliwości oddziaływania na
człowieka i jego racjonalne myślenie” (s. 269). Łaska nie może naruszyć autonomii
rozumu, wobec czego jest możliwa co najwyżej poza obszarem wiedzy (s. 249–250).
Poza tym w systemie Kanta religia zostaje zredukowana do moralności jako religii
rozumu (s. 269). Człowiekiem doskonałym okazuje się ten, kto bezwzględnie wypełnia
prawo, samo jednak istnienie prawa jest tajemnicą (s. 245).
Filozofem myślącym jeszcze w kategoriach oddzielenia, próbującym jednak
je przezwyciężyć, jest, zdaniem Mecha, Heidegger. Twierdził on, że Bóg zakłada
człowieka jako warunek możliwości swego wysłowienia (s. 357); człowiek jednak
może Boga wypowiedzieć tylko o tyle, o ile sam jest dla siebie jawny (s. 358).
Z tego powodu zasadnicza okazuje się różnica esencjalna – między człowiekiem
istotnym, czyli takim, jakim byłby, gdyby urzeczywistnił w stopniu najpełniejszym
swoją istotę a człowiekiem obecnym, pozostającym w stanie upadku i wyobcowania
(s. 340). Obecny człowiek pozostaje samotny, Bóg jest bowiem przed nim ukryty
i odległy; wprawdzie jest oczekiwany, ale jeszcze nie nadszedł, może się bowiem
ujawnić dopiero u kresu ludzkiej drogi ku własnej istocie (s. 360–361). Heidegger
nie przezwyciężył jednak różnicy między wiarą a rozumem, lecz ją pogłębił. W jego
ujęciu wiara nie stanowi bowiem drogi prowadzącej do Boga (nie odsłania Go ani
nie przybliża), lecz jest śmiertelnym wrogiem rozumu fi lozofi cznego, niszcząc
podstawy możliwości pytania o bycie (s. 363). Myślicielem, któremu przepaść tę
udało się zasypać był, zdaniem Mecha, Tillich, według którego negacja rozumu
jest antyludzka i antyboża.
Tillich radykalnie przeciwstawia się myśleniu w kategoriach różnicy teologicznej
(s. 368). Jego zdaniem „Bóg, objawienie, łaska, cud – te i inne kategorie
są możliwe poza rozdziałem na to, co naturalne oraz na to, co nadprzyrodzone”
(s. 368). Przyjmując za zasadną różnicę esencjalną, Tillich interpretuje ją w kategoriach
pęknięcia między prawdziwą esencją człowieka a jego aktualną egzystencją
w stanie upadku (s. 374–375). Rozdźwięk zachodzi między tym, jaki człowiek
być powinien, a jaki jest; ponieważ jednak esencja nie została całkowicie zniszczona
przez grzech, stanowi ostateczny cel i kryterium oceny egzystencji (s. 378).
Jakkolwiek upadły i okaleczony, rozum nigdy nie pozostaje od Boga oddzielony,
ponieważ jedność z boską podstawą stanowi jego istotę (s. 395). Bóg jest nie tylko
fundamentem rozumu, lecz także jego ostatecznym celem i spełnieniem (s. 431),
rozum urzeczywistnia wszak własną istotę tylko wtedy, gdy przekracza granice
skończoności, doświadczając fundującej go podstawy (s. 399). Dzięki temu zniesiona
zostaje różnica teologiczna wprowadzona przez Akwinatę.
Podsumowując rozprawę można stwierdzić, że tak jak Heidegger postrzegał
europejską fi lozofi ę jako dzieje zapomnienia bycia, tak Mech interpretuje myśl
chrześcijańską jako dzieje zapomnienia wspólnych źródeł rozumu i wiary. Otrzymaliśmy
zatem bardzo interesującą wizję dziejów europejskiego rozumu jako próby
zmierzenia się z problemem Boga, popartą oryginalną interpretacją omawianych
doktryn (zwłaszcza systemu Tomasza). Konkluzją jest stwierdzenie: „im bardziej
rozum był pojmowany jako przyrodzona, autonomiczna władza człowieka, która nie
pozostaje w żadnym związku z boskością, z tym większą mocą ujawniał się rozdział
wiary i rozumu” (s. 435). Mech uważa też, że dzieje pojmowania rozumu ukazują
nie tylko jego źródłowy sens historyczny, lecz także istotę. Wprawdzie skromnie
zaznacza, że interesuje go jedynie opis dziejów rozumu i jego odłączenia od boskości,
nie chce zaś tego procesu oceniać ani postulować powrotu do utraconej jedności
(s. 75–76), to jednak, wbrew tym deklaracjom, pozytywnie odpowiada na pytanie
o możliwość przywrócenia istotnego związku między rozumem a boskością, opowiadając
się za ideą rozumu zakorzenionego i koniecznością dekonstrukcji różnicy
teologicznej (s. 281). Mech ukazuje zatem nie tylko historię uwalniania rozumu ze
sfery sacrum, lecz także broni idei rozumu jako epifanii Boga. Konsekwencje tego
rozstrzygnięcia wykraczają poza obszar fi lozofi i religii, dotyczą bowiem ostatecznego
ugruntowania ludzkiej racjonalności; już z tego powodu Logos wiary należy
uznać za książkę ważną i wartą szerszej dyskusji.
Jest ona nie tylko próbą budowania fi lozofi i religii, lecz także fi lozofi i religijnej.
O ile we wspomnianej wyżej książce Usłyszeć niewidzialne Karol Tarnowski
stara się uzasadnić racjonalność wiary religijnej przez odwołanie do pierwotnej wiary
fundamentalnej oraz ludzkiej wolności, o tyle Krzysztof Mech tezę o racjonalności
religii (zwłaszcza chrześcijańskiej) uzasadnia w oparciu o samą strukturę wiary
religijnej. Obce są mu zatem próby uzasadnienia racjonalności religii przez ukazanie
jej analogii z myśleniem naukowym (jak czyni to chociażby Richard Swinburne);
Mech stara się raczej pokazać, że z perspektywy rozumu Bóg nie jest daleki ani
obcy, lecz stanowi jego ontyczne źródło.
Zasadniczym kluczem do takiej interpretacji rozumu jest kategoria różnicy,
stanowiąca jeden z głównych wątków fi lozofi i europejskiej. Autor nie podjął wprawdzie
analizy samej różnicy jako takiej (co stanowi jedno z możliwych rozwinięć
jego badań w przyszłości), ukazał jednak trafnie jej skutki dla pojmowania relacji
rozumu i wiary. „Różnica władała przez podział, dzieliła, ale w taki sposób, że
to, co zostało przez nią oddzielone, nie współprzynależy już do tego samego, nie
odsyła do wspólnego gruntu, nie wskazuje na wspólną podstawę” (s. 437). Różnica
wyznacza obszary możliwej wiedzy, co sprawia, że poznanie Boga staje się zależne
do tego, po której stronie różnicy zostanie umiejscowiony (s. 437). Wybór ten jest
zwykle arbitralny, Mech chce jednak uzasadnić umiejscowienie boskości i rozumu
po tej samej stronie różnicy negatywnymi konsekwencjami, do których prowadzi
rozstrzygnięcie przeciwne. Oddzielenie Boga i rozumu powoduje bowiem, że Bóg
staje się całkowicie zbędny w świecie, którym rządzą naturalne i konieczne prawa,
wszelka zaś wiara staje się synonimem irracjonalności (s. 439). Usytuowanie natomiast
Boga i rozumu po tej samej stronie powoduje, że aktualny dystans poznawczy
można potraktować jako przejściowy stan upadku, który jednak nie wyklucza
możliwości powrotu do źródła (s. 440).
Logos wiary jest książką podejmującą problem samej możliwości myślenia,
które dążąc do ostatecznego ugruntowania w pierwotnej jedności, napotyka na
barierę różnicy. Chociaż jednak myślenie w kategoriach różnicy jest nieuchronnie
obciążone błędem, to całkowita jej eliminacja nie jest możliwa, wszelkie bowiem
poznanie polega na odróżnianiu (s. 444). Dlatego w przypadku relacji rozumu
i wiary chodzi o to, by w obliczu niemożliwości ich utożsamienia umiejscowić je
po tej samej stronie, unieważniając różnicę teologiczną. Zdaniem Mecha jest to
możliwe, o czym świadczą początki chrześcijaństwa oraz inne kultury, w których
różnica ta nie występuje.
Zaprezentowany tom wyrasta z przekonania, że jest możliwe myślenie
w ramach wiary, które bynajmniej nie dyskredytuje rozumu ani fi lozofi i. Zgadzając
się z taką diagnozą, należy jednak wskazać, że postulowana przez Mecha idea rozumu
zakorzenionego w boskości jest dyskusyjna, zarówno jeśli chodzi o wymiar
historyczny, jak i ontologiczny, można bowiem zaproponować inną interpretację
historii europejskiego rozumu. Wprawdzie dokładne określanie punktów zwrotnych
w dziejach jest zawsze ryzykowne, co podkreśla sam Autor (s. 15), to jednak trudno
zrozumieć, dlaczego właśnie fi lozofi a Tomasza z Akwinu została uznana za wydarzenie
przełomowe. Można przecież argumentować, że napięcie między rozumem
a wiarą było obecne w myśli chrześcijańskiej od początku (wystarczy przywołać
Tertuliana) i nigdy nie zostało wyeliminowane (teoria dwu prawd w średniowieczu,
Ockham, Luter, Kalwin, Pascal, współcześnie zaś Barth czy Szestow). Wprawdzie
ten antyracjonalizm nigdy nie zdominował chrześcijaństwa, to jednak wskazywał
na nędzę rozumu niezdolnego poznać żadnej z Bożych tajemnic. Rozdźwięk zatem,
o którym mówi Mech, można usytuować zarówno przed Tomaszem (chociażby
u Tertuliana), jak i po Tomaszu (chociażby w doktrynie Hume’a, Kanta czy Hegla,
w systemie którego dochodzi do odwrócenia relacji między rozumem ludzkim
i boskim; ten pierwszy nie jest już funkcją boskości ani jej przejawem, lecz podstawą
dziejowego rozumu boskiego). Takie alternatywne opisy nie mają jednak
wielkiego sensu, wobec każdego bowiem można zgłosić istotne obiekcje; mimo to
trudno zgodzić się, że przełomem była doktryna Tomasza. Wprawdzie niezwykle
interesujące i niekonwencjonalne są spostrzeżenia poczynione przez Mecha na
temat naturalizacji rozumu oraz autonomii świata w systemie Akwinaty, to jednak
można wątpić, czy są trafne. Tomasz w wykładni zaproponowanej przez Mecha
okazuje się bowiem zarówno burzycielem pierwotnej jedności rozumu i wiary, jak
też autorem (a przynajmniej głównym prekursorem) nowożytnej koncepcji przyrody,
rządzonej systemem koniecznych praw i wolnej od jakiejkolwiek ingerencji
Boga. W ten sposób system tomistyczny z jednej strony daje fi lozofi czne podstawy
ufundowania nowożytnej fi zyki, z drugiej wskazuje na nieusuwalną irracjonalność
wiary religijnej, pozbawionej wszelkich uzasadnień (s. 193). Nawet jednak najżarliwsi
obrońcy Tomasza nie przypisują mu zasług w zakresie powstania nowożytnej
idei nauki, a najzagorzalsi krytycy nie sądzą, by utożsamiał wiarę religijną ze ślepą
akceptacją nieuzasadnialnych przekonań. Z jednej zatem strony Mech zdecydowanie
przecenia rolę Tomasza w dziejach europejskiego rozumu, z drugiej nie docenia jego
wysiłku racjonalizacji wiary chrześcijańskiej.
Przede wszystkim trudno zgodzić się z tezą, że Bóg na gruncie systemu Tomasza
jest stwórcą świata, lecz pozostaje od niego oddzielony. Bóg przecież – właśnie
jako stwórca – jest nieustannie obecny w świecie, utrzymując go w istnieniu; zależność
świata od Boga nie redukuje się do jakiejś pierwotnej chwili zaistnienia, lecz
jest ciągłym stanem bytu, który ma istnienie wyłącznie udzielone. W takim opisie
stworzenia kryje się jeden z istotnych problemów kreacjonizmu – jak wieczny Bóg
może utrzymywać świat w istnieniu w każdej chwili czasu; tego jednak zagadnienia
Mech nie podjął. Jeśli natomiast przyjmujemy ideę creatio continua, to musimy
zgodzić się również, że Bóg może na świat oddziaływać w dowolny sposób oraz że
jest w nim obecny. Nie ma zatem racji Mech, że akt stworzenia pogłębia przepaść
między Bogiem a światem; jest raczej odwrotnie – trudno o więź bliższą. Wówczas
jednak nie ma opozycji między naturą a nadprzyrodzonością, samo bowiem istnienie
świata jest nieustannym cudem, a stworzenia, całkowicie zależne od Bożej woli, są
niejako „na łasce” Stwórcy. Przepaść ta jest nie do przebycia tylko dla stworzeń,
wynika bowiem z ich radykalnej zależności; jako stwarzane nie mogą stać się
bytami koniecznymi, istniejącymi własną mocą. Z perspektywy Boga przepaści
nie ma, jest On bowiem obecny u samych podstaw świata przez to właśnie, że go
nieustannie stwarza.
Relacja Boga do świata jest jedną z najtrudniejszych kwestii metafi zycznych
i nie stanowi bynajmniej specyfi ki systemu Tomasza. Jeżeli bowiem istnieje byt
konieczny, to – jeśli przyjmujemy sensowność takiego obiektu – jego istnienie jest
oczywiste. Wtedy jednak staje się tajemnicze, dlaczego stwarza on byty przygodne,
niedoskonałe i z perspektywy absolutu zbędne. Jeśli zaś stwarza, to rodzi się dalsze
pytanie – czy może stworzyć byt zarazem realny, zdolny do samodzielnego istnienia
i nieustannie zależny od swej przyczyny? Przed tym problemem stawało wielu myślicieli,
opowiadając się za deizmem lub panteizmem. Tomasz chciał uniknąć zarówno
tezy, że świat istnieje mocą własnej natury, jak też twierdzenia, że stworzenia są
tylko zjawiskami Boga czy elementami jego wszechobejmującego bytu; próbował
dowieść, że Bóg utrzymuje świat w istnieniu, nadając poszczególnym rzeczom charakter
substancjalny oraz trwałą naturę jako zasadę działania. Prawa natury są jednak
dziełem Boga jako ich ostatecznego źródła (a nawet Jego odbiciem w świecie). Nie
widać zatem powodu dla przeciwstawiania tezy Tillicha (Bóg nie jest częścią świata
ani bytem istniejącym obok niego, lecz ostatecznym jego źródłem) kreacjonizmowi
Tomasza; metafi zycznie oba stanowiska wydają się równoważne.
Trudno także zgodzić się z tezą Mecha, iż Tomasz radykalnie przeciwstawił
nadprzyrodzony porządek łaski i przyrodzony porządek natury (s. 125). Zgodnie
z ideą zależności stworzeń od Boga, ich natura nie jest zamknięta na Jego dalsze
działania, lecz ma charakter otwarty. Otwartość tę analizował neotomista anglosaski
Mascall, uważając ją za najistotniejszy rys bytów stworzonych, będący konsekwencją
ich przygodności i zależności od Boga. Szczególną otwartość przypisywał człowiekowi,
zdolnemu nie tylko poznawać Boga rozumem, lecz także podatnemu na
dodatkowe formy oświecenia, chociażby w postaci doświadczeń mistycznych. Z tego
powodu można powątpiewać, czy pojęcie natury, jako oddzielonej od nadprzyrodzonej
łaski, w systemie Tomasza ma w ogóle sens. U podstaw tego problemu leży
kłopot związany z pojęciem nadprzyrodzoności, którego fi lozofi cznej zasadności
Mech broni na przekór współczesnej sekularyzacji. Kategoria ta ma charakter religijny
i jest doskonale czytelna dla osób wierzących, dla tych jednak, którzy religię
odrzucają, stanowi puste słowo. Dla człowieka religijnego nadprzyrodzoność jest
realna i obecna w świecie codziennego doświadczenia, wobec czego odróżnienie
między naturą a nadprzyrodzonością staje się zbędne. Z pozoru ma ono sens tam,
gdzie radykalnie odróżnia się naturalne działania Boga (zgodne z prawami przyrody)
od działań cudownych (sprzecznych z prawami przyrody). Problem w tym, że na
gruncie kreacjonizmu również prawa przyrody są dziełem Boga, a z punktu widzenia
istoty Boga odróżnienie działań naturalnych i nadnaturalnych traci sens, oba bowiem
są zgodne z Jego boską naturą. Szkoda, że Mech potraktował kategorię nadprzyrodzoności
jako oczywistą i nie poddał jej bliższej analizie, bez czego trudno odkryć,
jaką fi lozofi czną funkcję miałaby ona pełnić i jakie problemy rozwiązywać.
Poza tym, jeśli rozum jest dla Tomasza Bożym stworzeniem, to nigdy nie
może porzucić piętna swego pochodzenia; stąd zaś, że jego naturalnym przedmiotem
są byty stworzone nie wynika, że nie może on poznać również Boga. Wprawdzie
wykluczony jest bezpośredni ogląd Boga (intuitio Dei), możliwy jest jednak, co
pokazywał Mascall, współogląd Boga (contuitio Dei) jako źródła rzeczy stworzonych;
nie odkrywamy zatem istnienia Boga ani Jego podstawowych atrybutów za
pomocą wnioskowania, lecz dzięki zapośredniczającemu oglądowi.
Trudno wreszcie zgodzić się z tezą o nieuzasadnialności wiary na gruncie
doktryny Tomasza; spotykamy się tu raczej z niebezpieczeństwem jej nadmiernej
racjonalizacji. Wprawdzie Akwinata uznawał istnienie prawd wiary dla rozumu
niedostępnych (Wcielenie, Trójca, Zmartwychwstanie), to jednak sądził, że rozum
uprawomocnia je przez odwołanie do tezy o istnieniu, wszechmocy i dobroci
Boga, dzięki czemu można dowieść logicznej niesprzeczności dogmatów chrześcijańskich
oraz możliwości (a nawet prawdopodobieństwa) zdarzeń uznawanych
za Objawienie.
Jeśli uwagi te są trafne, to Tomasz rzeczywiście był bliski myślicielom nowożytnym
(jak sugeruje Mech), jednak nie w przeciwstawianiu rozumu i Boga,
lecz w podkreślaniu ich wzajemnego związku. Koncepcja rozumu zakorzenionego
w boskości jest przecież jedną z centralnych idei kartezjanizmu, który to nurt Mech
w swoich analizach pominął. „Czy Bóg może ujawnić się w nowożytnym podmiocie
jako jego podstawa?” – pyta Autor recenzowanej książki i natychmiast odpowiada:
„Nie wydaje się to możliwe” (s. 342), stwierdzając zarazem, że na gruncie systemu
Kartezjusza rozum jest od Boga oddzielony (s. 314, p. 92). Tymczasem w doktrynie
tej mamy do czynienia z ideą creatio continua, która powoduje, że byty stworzone
(także umysły) nie spełniają w sensie ścisłym defi nicji substancji, co stało się źródłem
okazjonalizmu Malebranche’a i panteizmu Spinozy. Nie można też zapominać,
że istnienie doskonałego Boga pozwala Kartezjuszowi przezwyciężyć solipsyzm
wątpiącego podmiotu. Bóg jest także stwórcą ludzkiego rozumu i autorem jego
naturalnych zdolności poznawczych, dzięki czemu stanowi ostateczną podstawę
wiedzy. Nie ma zatem racji Mech, gdy przypisuje Kartezjuszowi ideę autonomicznego
podmiotu, który „sam siebie czyni jedynym prawomocnym źródłem poznania”
(s. 314, p. 92), zwłaszcza że podmiotem poznania nie jest dla Kartezjusza człowiek
jako jednostka czy gatunek, lecz wyzwolone z subiektywnych ograniczeń czyste ja
(stanowiące pierwowzór Husserlowskiej idei ja transcendentalnego). Trudno także
zgodzić się z zaproponowaną przez Mecha interpretacją kartezjańskiego pojęcia
wolności i prawdy, która ma być „ufnością samemu sobie, albo mówiąc inaczej,
brakiem ufności wobec wszelkich możliwych, w tym także religijnych, autorytetów”
(s. 314, p. 92). Przy takim rozumieniu wolność i prawda mają charakter negatywny,
uwalniając jednostkowy podmiot od wszelkich zewnętrznych autorytetów i przypisując
mu prawo do polegania wyłącznie na samym sobie. Prawda tymczasem jest
dla Kartezjusza oglądem oczywistych idei, wolność natomiast – pozytywną mocą
myślenia i działania, stanowiącą (z racji swej nieograniczoności) najdoskonalszy
obraz nieskończonego Boga w człowieku. Wprawdzie to właśnie wolność jest źródłem
błędów, jednak stanowi ona równocześnie rzeczywisty znak Boga w człowieku.
Skoro zaś nieskończoność i doskonałość są ontycznie pierwotne wobec skończoności
i niedoskonałości (przejawiającej się w wątpieniu), to można sugerować, że w systemie
Kartezjusza Bóg jest obecny także w metodycznym wątpieniu jako podstawa
istnienia podmiotu oraz gwarant prawdy. Jeśli zaś chodzi o nowożytne pojęcie
rozumu i wiary, to nie zasadza się ono na wolności rozumu względem religijnych
autorytetów, lecz na różnicy między oczywistością prawd rozumu (także idei Boga)
a brakiem oczywistości w sferze wiary. Z tego powodu teologowie Sorbony stawiali
Kartezjuszowi zarzut, że bezzasadnie założył możliwość intelektualnego wglądu
w istotę Boga, przypisując człowiekowi zbyt duże zdolności poznawcze.
O ile jednak w przypadku systemu Kartezjusza można argumentować, że
na czoło wysuwa się negatywna rola Boga jako istoty prawdomównej, pozwalającej
usunąć hipotezę zwodziciela, o tyle w doktrynie iluminacji bronionej przez
Malebranche’a Bóg pełni rolę pozytywną. Jest On jedyną przyczyną i warunkiem
możliwości ludzkiego poznania (oświecając nasz umysł przez udzielanie swych
idei) i jedynym jego przedmiotem (jako ontyczna podstawa idei, będących archetypami
rzeczy). Bóg jest zatem obecny w nas bezpośrednio, a rozum okazuje się
zakorzeniony w Bogu jako swym źródle i ostatecznym celu. Wypada żałować, że
Mech w omawianej książce porzucił swoje wcześniejsze przekonanie na temat
nowożytnego racjonalizmu: „Jeszcze XVII-wieczny racjonalizm uznawał rozum
człowieka za boski pierwiastek noszący w sobie nadprzyrodzone światło umożliwiające
poznanie Boga”2. Być może uwzględnienie tego aspektu skłoniłoby Autora
do osłabienia głównej tezy o oddzieleniu rozumu od boskości oraz do rewizji
twierdzenia o przełomowym znaczeniu doktryny Tomasza.
Nie ulega wątpliwości, że proponowana przez Mecha teoria rozumu zakorzenionego
w Bogu jest bardzo obiecująca, otwiera bowiem wprost nieskończone horyzonty
poznawcze, dając nadzieję na przezwyciężenie agnostycyzmu i sceptycyzmu.
Problem w tym, że nie jest ona do końca jasna; nie wiemy, czy chodzi o związek
ontyczny rozumu i Boga, czy o relację epistemiczną. Jeżeli Mech ma na względzie
tezę ontologiczną, to jej zwolennikiem był także Tomasz z Akwinu, głosząc ideę
rozumu ludzkiego jako Bożego stworzenia. Wykładnia taka nie wyjaśnia jednak,
dlaczego rozum jest w stanie o swojej podstawie zapomnieć, stając się niezdolny
do poznania Boga. Wygląda na to, że zakorzenienie rozumu w Bogu nie wystarczy
dla jego sprawnego funkcjonowania także w dziedzinie poznania religijnego; potrzebne
jest spełnienie dodatkowych warunków epistemologicznych, które jednak
nie zostały w rozprawie określone. Jeśli jednym z takich warunków miałaby być
______________________
2 K. Mech, Chrześcijaństwo i dialektyka w koncepcji Paula Tillicha, Kraków: Nomos
1997, s. 16.
iluminacja, to powstanie problem, na ile nasz rozum jest rzeczywiście rozumem
ludzkim i skończonym, na ile zaś funkcją rozumu Bożego.
Osobnym pytaniem jest kwestia założeń teorii bronionej przez Mecha oraz
ich uzasadnienia. Autor odwołuje się wprawdzie do idei zakorzenienia rozumu
w boskości jako modelu obowiązującego w pierwotnej myśli chrześcijańskiej oraz
innych tradycjach religijnych, argument ten ma jednak charakter wyłącznie historyczny
i wydaje się niewystarczający dla uzasadnienia tezy o zasadniczej jedności
rozumu ludzkiego i Bożego. Złośliwy krytyk mógłby wszak naiwnie zapytać, jakie
inne dane, poza dziejowymi sposobami pojmowania rozumu, przemawiają za teomorfi
czną interpretacją ludzkiej racjonalności. Pomysł ten ma niewątpliwie sens
na gruncie teizmu, jeśli ma jednak wyjaśniać możliwość poznania Boga, powinien
zostać wsparty także argumentami niehistorycznymi i niereligijnymi.
Z kwestią tą wiąże się zagadnienie bardziej szczegółowe, dotyczące kryterium
pozwalającego rozpoznać boskie pochodzenie rozumu, można bowiem znowu
naiwnie zapytać, co świadczy o tym, że rozum dotarł do swojej boskiej podstawy.
Jeśli znakiem tym miałaby być zgodność przekonań z prawdami określonej religii,
to mogłoby się okazać, że rozum nie jest bynajmniej zakorzeniony w boskości,
lecz raczej w określonej tradycji kulturowej lub dogmatyce kościelnej. Poza tym
stajemy wobec pytania, jak w ogóle było możliwe oddzielenie rozumu od wiary
i zburzenie ich pierwotnej jedności. Jeśli nawet momentem krytycznym w dziejach
była doktryna Tomasza, to można wątpić, czy wynikała ona z błędnej naturalizacji
rozumu; wydaje się raczej, że ujawniła tylko naturalną strukturę i funkcję rozumu
jako władzy różnej od wiary. Wówczas jednak pytanie o racje rozdzielenia rozumu
i wiary nie ma już sensu jedynie historycznego, lecz dotyczy istoty rozumu; wypada
życzyć Autorowi, by w dalszych swoich publikacjach ten wątek rozwinął.
Wymienione uwagi polemiczne w niczym nie umniejszają dokonań uzyskanych
w recenzowanej pracy. Przeciwnie, wskazują raczej na zawarte w niej niekonwencjonalne
interpretacje poszczególnych doktryn fi lozofi cznych oraz fi lozofi cznie
bardzo odważną teorię rozumu zakorzenionego w boskości. Otrzymaliśmy książkę
mądrą, która wyrasta z przekonania, że fi lozofi a nie powinna stronić od religii
a religia nie powinna bać się fi lozofi i. Mech przekonująco dowodzi, że rozum i wiara
mogą nie tylko „pokojowo współistnieć”, lecz także wspierać się w poszukiwaniu
prawdy. Tak uprawiana fi lozofi a staje się źródłową mądrością, otwierając przed
człowiekiem nadzieję, że jego istnienie ma sens, jest bowiem zakorzenione w Bogu
jako ostatecznym fundamencie i celu.