![]() |
04 lipca 21:26
Sekrety Kosmetologii
Witaj , kilka dni temu cytowałam demaskujące fragmenty książki Malcolma Mc'Nanara. Poniżej zaserwuję Ci kolejne fragmenty, których nie możesz nie znać: "... Omówmy teraz kilkanaście najbardziej nośnych sloganów reklamowych "informujących" o właściwościach nowego kremu: Odżywia skórę - pół albo raczej ćwierć prawda, wykreowana z modnej obecnie "kosmetyki dietetycznej", reklamującej w kremach jako zdrowe dla cery to co zdrowe jest dla organizmu w pożywieniu, czyli przede wszystkim witaminy. Tymczasem witaminy B1, B2, B6, D oraz K nie mają najmniejszych szans na przeniknięcie przez naskórek. Reklamowanie więc ich w kosmetykach naskórnych jest po prostu kpiną z konsumentów. Witaminy C, E i A, zwłaszcza ta ostatnia, niezwykle pomocna tkance skórnej, rzeczywiście wchłania się świetnie, ale pod jednym wszakże warunkiem: muszą być zamknięte w nośnikach transportujących je poprzez barierę naskórkową. Wiele firm tego nie robi, Jedynie prowitamina B5, bezspornie regenerująca naskórek i pobudzająca do pracy komórki skóry, wchłania się z każdego dobrego kremu, który ją zawiera. Relaksuje, pobudza produkcję endorfiny w mózgu - to prawda choć obiektywnie niewiele warta dla klienta, gdyż traktująca o o efekcie placebo. Rzeczywiście kobiety uszczęśliwia zakup pięknie wyglądającego i pachnącego kremu - i tu fenomen - niewielkie ma przy tym znaczenie jego skuteczność. Dotlenia skórę - kłamstwo i to szkodliwe, gdyż gdyby jakikolwiek krem zawierał istotnie oxygenium (tlen) w postaci aktywnej, atakującej komórki od zewnątrz, to mazidło takie niszczyłoby naszą skórę poprzez proces jej utleniania, identycznie jak niszczone są przez tlen korodujące metale i wietrzejące skały. Energizuje, pobudza do działania - owszem, jeśli dzieje się to dzieje się to dzięki występowaniu w kremie składników silnie działających jak kolagen aktywny, * , witaminy A, C lub kwas liponowy. Jeśli jednak producent przypisuje to działanie wodzie z wnętrza lodowca, wyciągowi z aloesu lub molekułom energetycznym - to opowiada konsumentom za ich pieniądze zwykłe bajki. Krem wzmacnia skórę - to znaczy co, hartuje ją? Krem może co najwyżej wypełnić ubytki tłuszczowe w naskórku, a więc wzmacniać mury obronne w skóry właściwej. Czyli pół prawda. Detoksykuje organizm - bujda na resorach. Za usuwanie toksyn z organizmu człowieka odpowiada układ limfatyczny, a nie skóra. Aby zwiększyć np. funkcjonalność gruczołów potowych i łojowych, krem taki musiałby mieć siłę pompy ssącej. Usuwa istniejące zmarszczki - to największe chyba w historii reklamy kłamstwo. Zapoznałem się w swojej karierze z pół tysiącem rzetelnych, a nie zamawianych pod publiczkę badań klinicznych i stwierdzić mogę, że w historii kosmetologii dwa preparaty dotąd odkryte powodują rzeczywisty i trwały przyrost tkanki oraz zanikanie zmarszczek już istniejących. Jeden z nich pozostaje patentem szwajcarsko-francuskiej firmy farmaceutycznej i na razie stosowany jest wyłącznie do likwidacji blizn. Drugi, wynaleziony gdzieś w Polsce, nie jest kremem lecz żelem kolagenowym , aktywnym biologicznie tylko w określonym przedziale temperaturowym. * Zmarszczki istniejące można jedynie zlikwidować poprzez implantację botoksu bądź kolagenu * i to powtarzaną co kilka miesięcy. Najlepsze kremy mogą proces starzenia się skóry co najwyżej opóźniać..." * - Podkreślenia dokonane zostały przeze mnie; Mc'Namara piszący swą książkę w 2001 roku nie wiedział jeszcze, jak potoczyły się losy wynalazku dokonanego "gdzieś w Polsce" |
||
|
|
02 sierpnia 10:03
Kochani znawcy tematu !
A JAK WPŁYWA NA CELULIT I WOGÓLE NA ZDROWIE S E X ? A ja Wam mówię że nie ma nic lepszego Pozdrawiam ! |
||
|
|
02 sierpnia 10:04
Proszę poczytać niewielką książeczkę ,,Mity o cholesterolu "
Pozdrawiam ! |
||
![]() |
10 maja 18:31
Aleksandra Michalczyk
Szaro-bure dziewczęta Data publikacji: 2012-04-27 11:00 Data aktualizacji: 2012-04-27 11:36:00 fot. boogy_man/sxc.hu Piękno jest dziś niemodne. Stopniowo, ale konsekwentnie staje się tematem tabu. Gdyby zapytać przeciętnego mężczyznę co znaczą słowa „piękna kobieta”, zapewne byłby tym pytaniem skonsternowany. W jego słowniku funkcjonują raczej określenia typu „laska” albo „moher”. Piękna? Tego się nie da nijak skatalogować. Byłam niedawno na wykładzie o kobiecości. Sala wypełniona po brzegi, trzy czwarte studentek w niebieskich dżinsach i szaro-burych sweterkach. Dobrze trafiły - myślę sobie. Szybko zmieniam zdanie. Dwie godziny wykładu, prelegenci katoliccy i ani słowa o pięknie. Jedyne co szaro-bure dziewczęta usłyszały to to, że kobiety powinny być skromne (to od księdza) i że ładne ubranie się od czasu do czasu nie jest grzechem (tu jakaś młoda mama). Dziś świat wmówił kobietom, że być piękną, to być seksowną. Każda, bez wyjątku potrzebuje być podziwiana za to jak WYGLĄDA, stąd wiele z nich wpada w tę pułapkę. Tym bardziej, iż bardzo łatwo zwrócić uwagę na swój wygląd właśnie jego wyuzdaniem. Są jednak kobiety, którym nie odpowiada bycie traktowaną jak przedmiot. Takie szukają sposobu realizacji swej naturalnej potrzeby bycia piękną gdzie indziej. Szkoda, że często jedyną radą, którą usłyszą jest informacja, że nie jest grzechem założenie od czasu do czasu jakiejś spódnicy. Ale najlepiej, żeby była bura, workowata i do samej ziemi. Zamiast konferencji proponuję dziś remedium – kontemplację jednego zdania z Księgi Psalmów: „Król pragnie twego piękna” i kilka podpunktów do pomocy: 1. Bóg się nie myli. Jeśli mówi, że pragnie twojego piękna, to znaczy, że ono w tobie JEST, bez względu na to, co ci wmówiono. 2. Skoro tego piękna pragnie, to znaczy, że dzielenie się nim ma być twoją MISJĄ. Wierzcie mi dziewczęta - za jakiś czas spojrzycie na siebie, gdy ubrane w eleganckie sukienki i pantofelki uśmiechacie się serdecznie do przechodniów. Nie będziecie mogły sobie wyobrazić, że kiedyś żyłyście inaczej. Aleksandra Michalczyk Czytaj więcej: http://www.pch24.pl/szaro-bure-dziewczeta,2114,i.html#ixzz1uU8m6dPD |
||