Perły i wieprze są jedną z najlepszych książęk popularnego i poczytnego pisarza. Zawarte w
Perłach i wieprzach dwie zabawne opowieści obyczajowe z życia Pawła Kiercza i Szymona Chrząszcza stanowią charakterystyczny przykład jego pisarstwa. Tak bowiem
Historia sznura pereł - wesoła a w rzeczywistości smutna opowieść o skomplikowanej reakcji duchowej znalazcy pereł, ukazująca złudę Kierczowych marzeń o "szczęściu" - jak i druga opowieść z "niezapomnianymi postaciami Szymona Chrząszcza i malarza Szczygła porywają czytelnika baśniową atmosferą życia, prześwietlonego najszczerszą poezja", dziwactwem bohaterów, zaskakującą puentą oraz potoczystością stylu. Ta ostania stanowi w gruncie rzaczy atrakcyjny, w lekkim tonie napisany pamietnik pisarza z okresu Młodej Polski, w sposób bezpośredni i z humorem odtwarzający obyczajową egzotykę cyganeryjnego życia młodopolskiej braci artystycznej.
Pozornie smutne, pesymistyczne przejścia bohaterów
Pereł i wieprzy rozświetla swoboda i beztroska wesołóść, wypływająca z dobrodusznej postawy humorysty.
Spis treści:O perłach
Historia sznura pereł
O wieprzachSzymon Chrząszcz znieważa sakrament małżeństwa
Prawdziwe małżeństwo znieważa Szymona Chrząszcza
Dalsze koleje i kres Szymona Chrząszcza
Opowieść ta, z wielkim przeze mnie opowiedziana smutkiem i dość znaczną goryczą, posłużyć może za straszliwy przykład dla ludzi, nie uznających ukrytej mądrości Salomonowych przypowieści i nie widzących majaczącego w oddali marnego kresu każdej ziemskiej sprawy. Historia ta może być czytana cicho albo głośno, może być także nie czytana wcale; cicho powinni ją czytać ludzie nieszczęśliwi, głośno powinni ją czytać kaznodzieje, nie czytać jej wcale mogą - bez urazy z mojej strony - ludzie skazani na dożywotnie więzienie lub tacy, co się zamierzają wieszać. Jest to opowieść dla każdego wieku i stanu, a dowie się z niej każdy, co następuje:
Pan Paweł Kiercz (Kiercz!) był człowiekiem w całej pełni szczęśliwym i dlatego poszedł na przechadzkę do Łazienek. Nie jest to wniosek tak chamsko prosty, jakby się zdawać mogło na pierwszy rzut oka; po głębszej bowiem obserwacji dochodzi się do przekonania, że na przechadzkę przedwieczorną wychodzą jedynie ludzie w zupełności szczęśliwi, lub też całkowicie i beznadziejnie nieszczęśliwi. Szczęśliwy idzie dlatego, żeby z wielkim serdecznym politowaniem spojrzeć na nieszczęśliwych i - na odwrót. Idzie po to, aby promienieć szczęściem, popatrzeć na kwiaty i na wyzłoconą w słońcu wodę i dlatego także, że mu jest zupełnie wszystko jedno, którędy się wałęsa ze swoim szczęściem, które nosi w sercu, podobnie jak to czyni człowiek, który nie miał szczęścia w życiu. Temu też wszystko jedno, kędy się wlecze ze swoją beznadziejnością i wszystko mu jest jedno, czy patrzy na kwiaty, czy na krzesła w domu; idzie też po to między ludzi, żeby czasem spojrzeć z uzasadnioną wściekłością na jakąś promieniejącą fizjognomię. Na przechadzkę nie chodzą tylko ludzie niezdecydowani, to jest tacy, którzy czekają albo na ostatnie szczęśliwe słowo (wygrana na loterii, apopleksja wuja, rentowna katastrofa kolejowa), albo na ostatnie uderzenie losu. Wyliczanie różnorodności form nieszczęsnych zawiodłoby nas zbyt daleko.(...) "Seria: Biblioteka Polska (BP)
204 str., oprawa twarda płócienna, obwoluta, format 130x205
Stan: b.dobry (-) minimalne postrzępienia krawędzi obwoluty
Wyd.: Wydawnictwo Literackie, 196? (nie jest podany rok, ale ta seria wychodziła w latach 60-tych)
ISBN: -