|
Maria Rodziewiczówna
____________________
Dewajtis
Najlepsza powieść Marii Rodziewiczówny, nagrodzona w 1888 r. w konkursie "Kuriera Warszawskiego". Umiejscowiona na Żmudzi historia zaściankowo-dworska, podobna w klimacie do wydanej niemal jednocześnie epopei "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej. Jak tam, życie bohaterów obraca się wokół jednej tylko sprawy: utrzymania ziemi, dziedzictwa i tożsamości narodowej, a jedynym miernikiem wartości człowieka jest jego stosunek do pracy.
Pojawia się też - wielokrotnie w twórczości Rodziewiczówny powielana - koncepcja bohatera. Jak romantyczny poeta - jest samotny, zamknięty w sobie i nie rozumiany przez świat. Jak pozytywistyczny ideał - jest silny, pracowity i wytrwały. Jak każdy - tęskni za miłością i tylko przed nią nie zdoła się obronić.
".....Żebyś wiedział, com ja biedy miał z tą upartą szlachtą, Wojnat, duszka, zbuntował zaścianek, wzięli się mnie wygnać jak liszkę z nory. Spasali zboże, grabili dobytek, raz nawet zbili Grenisa, że spuchł jak kadka i febry dostał ze strachu. Poczekajcie, myślę! Zebrałem ich raz przed gospodą i mówię: "Mili braciszkowie! Oto macie wóz i przewóz! Albo będziecie grzeczni chrześcijanie, to wam się odwdzięczę, albo będziecie jak poganie, to was ukarzę. Wybierajcie!". [...] Zaczęli się śmiać, młodzież przedrzeźniać, pokazałem im figę: "Poczekajcie nowiu!" powiedziałem i poszedłem. [...]
Na nowiu trzeciego wieczora zrobiłem im spektakl. Nałożyłem czarną opończę, wziąłem garnek z węglami, wypuściłem swoje bestyjki, co do nogi, i nie oglądając się na prawo i lewo poszedłem sobie ulicą grając na flecie. [...]
Powstał gwałt. Kto żyw, wyszedł patrzeć; śmieli się, wołali, potem ich strach zdjął; kobiety pochowały dzieci, starzy zaczęli radzić i posłali najśmielszych za mną! [...]
Machnąłem trzy razy rękami, zrobiłem kijem koło, na węgle narzucałem liścia i trawy i gadałem jakimś językiem, którego nikt nie rozumiał, bo go nie ma na świecie! A potem nabrałem w garnek żołędzi i tym samym porządkiem zawróciłem do domu. [...] Dalejże ja tedy od drzwi do drzwi ciągle mamrocząc i pod każdym progiem nasypałem garść żołędzi i poszedłem spać!
– No i cóż się stało? – zagadnął Marek, ubawiony mimo woli.
– Stał się cud, synku! Szpiegi opowiedzieli wszystko, ale żołędzi wziąć nie chcieli, a nazajutrz rano zamiast nich znaleziono po progiem bób!
[...] Uwierzyli tedy wszyscy, bo trzeba takiego wypadku, że jednocześnie z tym zaczęły się klęski. U Feliksa urodziło się cielę z pięciu łapami, u Jana Arminasa piorun zabił wołu, no i nareszcie stary Downar umarł. Mało mu się należało, bo miał sto lat i tyfus, ale zawsze mi usłużył. [...]
Poszli do proboszcza, żeby mnie wygnał z kościoła, ale on ich wygnał z plebanii, no i po tygodniu gromadą oddali mi wizytę, przeprosili, przysięgli zgodę, tak że nareszcie zlitowałem się, z całą ostentacją pozbierałem bób, którego nikt tknąć nie chciał, pomachałem znowu rękami, rozbiłem garnek i obiecałem im pomoc wszelką i opiekę. Możem nie czarownik?..."
TYTUŁ & TITLE : Dewajtis
AUTOR & AUTHOR : Maria Rodziewiczówna
STAN & CONDITION : Bardzo dobry & Very Good
STRON & PART : 272
FORMAT : 180 x 110 mm
OKŁADKA & PLATE : miękka & soft
WYDANIE & ISSUED : Wydawnictwo Literackie Kraków 1974
WAGA & WEIGHT :200g
JĘZYK & LANGUAGE : Polski & Polish
Koszt przesyłki- 5 zł.polecony na moją odpowiedzialność lub 2.5 zł list zwykły na odpowiedzialność odbiorcy
ceny wysyłek to ceny Poczty polskiej
Nie wysyłam za pobraniem
- tylko przelew bądź odbiór osobisty w Bytomiu.
Odbiór osobisty możliwy jedynie u mnie w dom
|