Nowe niepublikowane nagrania pod kierunkiem Wojciecha Konikiewicz. Nowoczesne brzmienie i charakterstylistycznie nawiazuje do nowego jazzu, elementami popu, rocka i muzyki elektronicznej, sprawiaja ze jest to płyta, która ma szanse na miedzynarodowy sukces komercyjny. To płyta dla ludzi otwartych na nowe formy muzyczne, poszukujacych oryginalności, odrzucających banał.
"Przystępując do niełatwego zadania, jakim jest bez wątpienia próba opisu zawartości wyżej wymienionej płyty, należy dla metodologicznej spójności uczynić kilka istotnych zastrzeżeń. Nie od dziś wiadomo, że pisanie o muzyce tak zróżnicowanej wrażeniowo i przez to chociażby tak wyrazistej i autentycznej jest przedsięwzięciem co najmniej ryzykownym, aczkolwiek koniecznym. Stąd też niniejszy tekst nie jest typową recenzją sprawozdawczą.
Stanowi on bardziej pewnego rodzaju prolegomenę do szerszego ujęcia i zanalizowania stworzonego przez Konikiewicza unikatowego i w dużej mierze niepowtarzalnego brzmienia. Po drugie, zasygnalizowane bogactwo dźwiękowe i daleko pozamuzyczne przesłanie płyty wyznacza tym samym charakter prezentowanego tekstu, który siłą rzeczy zawierać będzie wyraźne odsyłacze do najbliżej spokrewnionej z muzyką nauki - filozofii.Zacznijmy od stwierdzenia kategorycznego. W ocenie piszącego te słowa płyta "My Room 101" Wojciecha Konikiewicza jest jedną z najciekawszych i najbardziej oryginalnych produkcji w naszej polskiej jazzowej perspektywie przynajmniej w ciągu kilku ostatnich lat. Owa oryginalność dla znających i obserwujących drogę twórczą Konikiewicza nie jest niczym nowym, tym razem jednak polski pianista i kompozytor w sposób szczególnie widoczny eksponuje nowatorską i futurystyczną wizję jazzu, daleko odbiegającą od archaicznego i kostycznego skądinąd tzw. mainstreamu. Wizję przesyconą elementami ambientu (precyzyjniej – dark ambientu), nu jazzu i jazzu akustycznego. Wytrawny słuchacz wychwyci także frazy neogotyckie, które wpisane w okrąg, nazwijmy umownie, elektro jazzu, przynoszą efekt niejednokrotnie zaskakujący i skłaniający odbiorcę do głębszego namysłu nad tak skompilowaną warstwę dźwiękową.Płytę otwiera znakomita i dynamiczna kompozycja – "Trooyka". Pod tym banalnie wydawałoby się zatytułowanym utworem, kryje się niezwykle skondensowane bogactwo elektronicznego brzmienia umiejętnie zharmonizowanego z miarową sekcją rytmiczną (oklaski dla Marcina Lamcha – electric bass, double bass i Przemysława Pacana – drums). Jest to bez wątpienia najbardziej do tej pory znany utwór niniejszej płyty, o czym zaświadcza bezpośrednio idąca w tysiące ilość słuchaczy "Trooyki" na pewnym popularnym serwisie internetowym. Po tak mocnym i wyrazistym otwarciu słuchamy dziewięciominutowej kompozycji – "Hacienda", będącej w mojej ocenie jednym z najciekawszych momentów tej płyty. Pastelowe, momentami oszczędne diatonicznie frazy przechodzą po około dwóch minutach trwania utworu w pulsacyjny, rytmiczny motyw, wzbogacony melodyjną sekwencją Konikiewicza. Jest to, jak się wydaje, świadomy zabieg autora, albowiem po dokładnym wsłuchaniu się w ową sekwencję zauważamy, że jest ona każdorazowo nieznacznie modyfikowana, potęgując tym samym napięcie i podkreślając mroczny wymiar owej kompozycji.Na płycie "My Room 101" znajdujemy trzy utwory dedykowane postaciom znanym i nietuzinkowym: "Blues for Mr. Leszek" – Lechowi Wałęsie, "Grot" – Jerzemu Grotowskiemu i "Planet Heller" – wybitnemu kosmologowi Michałowi Hellerowi. Na szczególną uwagę zasługuje wyrafinowana kompozycja "Grot" będąca bodaj jedynym na płycie utworem utrzymanym w konwencji klasycznego acoustic jazzu. Utwór rozpoczyna melodyjna partia fletu (w tej roli także Konikiewicz) po której następuje pełen głębi dialog basu i fortepianu. Leniwe, rozciągnięte w strukturze czasowej frazy fortepianu, nie tworzą linearnie rozwijanej linii dźwiękowej. Konikiewicz stosuje technikę, którą moglibyśmy nazwać – nakładaniem plam dźwiękowych. Nawet w tym najbardziej rzekomo "mainstreamowym" utworze płyty uwidacznia się metoda rezygnacji z klasycznej osi harmonicznej na rzecz maksymalnego epatowania barwą dźwięku. Metoda ta, podkreślmy, jest jednym z głównych wyznaczników ambientu. Konikiewicz zdecydowanie akcentuje i eksponuje nieograniczone bogactwo świata dźwięków, zmierzające do zarysowania "tła otoczenia". Jest to muzyka "nowej przestrzeni", wymykająca się jednoznacznym interpretacjom. Na tym też polega jej immanentna wartość i odmienność.Gdy dokładnie posłucha się tej płyty (przesłuchanie jednorazowe, powiedzmy wprost, mija się z celem) można odnieść wrażenie, że w zasadzie każdy utwór tchnięty jest jakąś dozą tajemniczości. Wnikliwy słuchacz może li tylko "domyślać" się i poszukiwać niejawnego sensu ukrytego gdzieś w owej dźwiękowej czasoprzestrzeni. Jednocześnie jest to materiał zadziwiająco klarowny i przejrzysty, osiągnięty przy współudziale tylko trzech muzyków. Konikiewiczowi udaje się osiągnąć cel dotyczący uzyskania wrażenia jakby tych muzyków było kilkakrotnie więcej. Sprzyja temu oczywiście mistrzowskie zastosowanie bogatego, elektronicznego instrumentarium, powiązanego ze sprawną sekcją rytmiczną – młodzi muzycy (Marcin Lamch i Przemysław Pacan) doskonale kooperują z Konikiewiczem.Kolejne wrażenie, będące w tym wypadku ewidentnym złudzeniem, dotyczy samej metody nagrania "My Room 101". Perfekcyjna gra dźwiękowa i wycyzelowane frazy mogą skłaniać do wniosku, że materiał nagrywany był długo i był przy tym niejednokrotnie modyfikowany. W rzeczywistości płyta została ukonstytuowana ledwie w trzy dni, co potwierdza główny zamysł polskiego pianisty, aby studio traktować jako "miejsce zdarzenia", w przeciwieństwie do zbyt przeciągających się sesji nagraniowych. Fakt ten dodatkowo potwierdza klasę muzyków Wojciech Konikiewicz@Transgroove.Jak zostało powiedziane na początku charakterystyka tej muzyki wymaga od interpretatora sporego namysłu intelektualnego. Z pewnością nie jest to płyta dla odbiorcy gustującego w płaszczyźnie dźwiękowej właściwej dla klasycznego jazzu. Wymaga ona bowiem, jak sądzę, zupełnie innego nastawienia, a także niemałej wiedzy ściśle teoretycznej. Nie ulega żadnej wątpliwości, że Konikiewicz inspiruje się wieloma dziedzinami wiedzy (również poza–muzycznymi). Jest to muzyka poszukująca matematycznych prawideł rzeczywistości, balansująca gdzieś na skraju naszej rzeczywistości zmysłowej i rzeczywistości Logosu. Proces tworzenia autora "My Room 101" bardziej zmierza do odkrywania uniwersalnych i niezmiennych podstaw wiecznie wybrzmiewającej Harmonii (w duchu starożytnych filozofów), aniżeli tylko do sztucznego kreowania rzeczywistości dźwiękowej, z definicji ulotnej i przemijającej.Z tych to względów szata dźwiękowa stworzona przez Konikiewicza przesycona jest mroczną głębią i intelektualizmem. Jest pewnego rodzaju dialogiem ze światem niepoznawalnym zmysłowo, dostępnym nam tylko w szczątkowych przejawach. To muzyka wreszcie, jak sam określa ją autor – TransTechnologiczna, wzbogacona filozoficzną analizą i cybernetyczną precyzją. Określiłbym ją jeszcze inaczej – muzyka inteligibilna, zakładająca tożsamość dwóch najbardziej spokrewnionych, o czym często niestety zapominają rozmaici muzycy, nauk – muzyki i filozofii. Konikiewicz ową relację dostrzega i jak słyszymy robi z niej doskonały użytek.Konkludując, zaprezentowana płyta stanowi w mojej ocenie przykład rzadkiej miary profesjonalizmu i samoświadomości twórczej i choćby z tego względu zasługuje na zdecydowanie szersze upowszechnienie. "
Dominik Burakowski
Wojciech Konikiewicz - keyboards, laptop, sampler, piano, flute, voice Marcin Lamch - electric bass, double bass Przemysław Pacan - drums
KontraBanda 2007
STAN BARDZO DOBRY +
Opis stanu płyt:Idealny - jak nowa, brak śladów użytkowaniaBardzo dobry - minimalne ślady użytkowania, prawie jak nowaDobry - widoczne ryski, ale bez żadnego wpływu na odtwarzanieDostateczny dużo rys, ale płyta odtwarza bez zacięć, przynajmniej na średnio wymagającym sprzęcie