UNIKAT!
„Na początku było Słowo”. Tak zaczyna się jedna z najstarszych i na pewno najpopularniejszych Ksiąg ludzkości. To zdanie określa najlapidarniej akt stworzenia świata. Zakłada ono, że owo stworzenie było aktem woli, było cudem. Równocześnie jednak w samej jego budowie kryje się odwieczna ludzka ciekawość, a mianowicie pytanie, co było „na początku”? Kura czy jajko?
Zwyczaj sięgania do „początku”, podobnie jak i zwyczaj dopytywania się o „koniec”, jest najbardziej zakorzenionym nawykiem ludzkiego myślenia. Przywykliśmy dzielić wszystko - zarówno czas, jak i przestrzeń - na odcinki, mieszczące się w kategoriach „początku” i kategoriach „końca”. Po prostu z innym obrazem świata nie potrafimy się pogodzić, myślimy w sposób skończony, to znaczy od A do Z, od początku do końca, od jednego do...
No właśnie - tu zaczyna się problem: do ilu? Dzieci często pytają swoich wychowawców, jaka jest „największa liczba na świecie”. I kiedy dowiadują się, że liczba taka nie istnieje, początkowo są zawiedzione, później jednak zaczyna im przemawiać do wyobraźni fakt, że do każdej liczby można przecież dodać jeden i sto, i tysiąc, i milion. Za chwilę przyjdzie im także zorientować się, że nie istnieje również liczba najmniejsza, każdy bowiem ułamek można podzielić, a także ciąg liczb ujemnych jest tak samo nieskończony, jak j ciąg liczb dodatnich (po prostu tak samo, jak można mieć - teoretycznie biorąc - nieskończoną ilość pieniędzy, tak samo również można mieć nieskończoną ilość długów). W ten sposób matematyka przede wszystkim stawia nas w obliczu zjawiska nieskończoności. Gato
Matematyka jest tworem ludzkiego umysłu, matematykę stworzył człowiek. Książka Eryka Lipińskiego nosi tytuł „Człowiek stwarza samego siebie”. Jest to tytuł trafny, ponieważ w momencie, kiedy człowiek stworzył abstrakcyjne, teoretyczne myślenie, dla którego matematyka jest jednym z przykładów, zaczął również te same, teoretyczne kanony myślenia przymierzać do wszystkich innych dziedzin — do przyrody i astronomii, do historii i filozofii, do sztuki i nauki. W ten sposób zaczął „stwarzać się” coraz bardziej, budować świat pojęć, odkryć, twierdzeń, nauk, który jest dziś naszą codzienną rzeczywistością.
O tym stara się nam opowiadać książka Eryka Lipińskiego. Jest ona próbą odpowiedzi na owo dręczące pytanie „co było na początku”, przy czym w wyjaśnieniu tym pomocne jest Autorowi właśnie wspomniane wyżej pojęcie nieskończoności. Bo czy. musiał być koniecznie jakiś „początek”? I czy musi by ć koniecznie jakiś „koniec”? Oczywiście, że nie.
Dziś wiemy coraz dokładniej, że historia wszechświata i historia życia na Ziemi wcale nie przypomina powieści lub scenariusza filmowego, gdzie „akcja” rozpoczyna się od określonego momentu, przechodzi przez szereg mniej lub hardziej dramatycznych perypetii, aż wreszcie dochodzi do jakiegoś - mniej lub bardziej szczęśliwego - końca. Jest ona natomiast historią nieskończonej przemiany form, przemiany, która nie ma ani początku, ani końca. Materia bowiem, z której zbudowany jest wszechświat, jest wieczna i niezniszczalna. I chociaż godzi to mocno w poczucie naszej dumy i godności - a może tylko w naszą zarozumiałość - ta forma, którą znamy obecnie - a więc forma układu gwiezdnego, gdzie w pewnym fragmencie wszechświata istnieje niewielkie, w porównaniu z innymi słońcami, nasze Słońce, a wokół niego krążą planety, z których jedna przynajmniej jest zamieszkała przez istoty mniej lub bardziej rozumne - jest z cala pewnością jedynie bardzo drobnym epizodem w dziejach wszechświata. Drobnym i przelotnym. Ale w ogóle - czy można mówić o „dziejach wszechświata”? Znowu przecież w tym zwrocie mieści się nasze, ludzkie rozumienie wszystkiego w kategoriach skończonych i zamkniętych. „Dzieje”, „historia” -to przecież pojęcia skończone, a wszechświat po prostu jest. Jest- i to wszystko, ł w tym swoim wiecznym istnieniu tylko bardzo powoli, co jakiś czas się przeobraża.
Ale dosyć już tych wielkich, bardzo rozległych rozumowań. Spróbujmy teraz nieco zmienić perspektywę albo wyobraźmy sobie, że postępujemy jak filmowiec, który dokonuje swoją kamerą wielkiego, gwałtownego „najazdu”. A wiec odrywamy się od wszechświata i „najeżdżamy” na nasz system słoneczny, którego pierwszy naukowy model określił nasz rodak, Mikołaj Kopernik. Jedziemy dalej. „Najeżdżamy” na Ziemię, planetę zamieszkałą przez ludzi. Tu szybujemy jakiś czas nad lądami i morzami, aż znajdujemy się nad Paryżem. Zniżamy lot i pośród paru milionów mieszkańców tego miasta wyszukujemy nie młodego już dziś, ale pełnego wigoru i dowcipu szczupłego pana. Przyglądamy się przez chwilę jego wąskiej twarzy o figlarnych niebieskich oczach i włosach zaczesanych w przedziałek. Tak, teraz, w tym „zbliżeniu” nie ma już żadnej wątpliwości - to Jean Effel, znany rysownik francuski. Skąd wziął się on nagle w polu naszej obserwacji?
Sprawa wymaga kilku słów wyjaśnienia. Jean Effel, z zawodu karykaturzysta polityczny, zaczął przed dwudziestoma kilkoma laty rysować cykl dziwnych, ale i zabawnych rysuneczków. Występowała na nich postać łysego jegomościa w długiej koszuli i z długą brodą, który skacząc z chmurki na chmurkę, a także stąpając po ziemi objaśniał dwojgu małym figurkom ze skrzydelnikami swój najnowszy wyrób.
Oczywiście ten pan w koszuli to u Effela Pan Bóg, owe figurki ze skrzydełkami to aniołki, a „wyrobem”, o który chodzi, jest wszechświat - niebo, gwiazdy, ludzie, rośliny.
Effel zebrał te swoje rysunki w sporą książeczkę i tak powstało „Stworzenie świata”, jedna z najbardziej popularnych książek satyrycznych ostatnich czasów. Jej polskie wydanie okazało się w 1955 roku. Książkę tę w wydaniu polskim poprzedził wstępem znakomity, nie żyjący już satyryk, Jan Szeląg. W swoim wstępie Szeląg zastanawiał się półserio, czy Effel rzeczywiście wierzy w to, że wszelkie dziwy natury, jakie nas otaczają, stworzył ów pan w długiej koszuli, który występuje na jego rysunkach. I dochodzi do wniosku, że już przez sam fakt, że Effel tak właśnie, a nie inaczej przedstawił tę szanowaną przecież i popularną od paru tysiącleci postać, świadczy, że intencja autora była satyryczna, a także racjonalistyczna, jak to określa Szeląg- „kartezjańska”. Gato
Eryk Lipiński, znany polski rysownik-satyryk, autor książki, którą oto trzymamy w ręku, jest przyjacielem Jeana Effela. W ogóle trzeba powiedzieć, że satyrycy, a zwłaszcza ci, którzy związani są ze sprawą postępu (który zaś satyryk, jeśli do końca i solidnie przemyśli powołanie swego zawodu, nie będzie występował przeciwko uciskowi, przemocy, wszelkiego rodzaju bufonadzie, napuszeniu, dwulicowym poglądom i dwulicowym prakty kom, a więc nie będzie w rezultacie człowiekiem postępowym?), stanowią coś w rodzaju wielkiego bractwa czy „międzynarodówki”, gdzie wszyscy znają się nawzajem, wymieniają pomysły i dowcipy. Tak więc Eryk Lipiński zapoznał się oczywiście z rysunkowym żartem Effela na temat stworzenia świata i postanowił, po latach, na żart ten odpowiedzieć. Albo ściślej - pociągnąć go dalej. Bo przecież na tym polega najistotniejszy sens książki „Człowiek stwarza samego siebie”. Na jej kartach pojawia się ta sama postać pana z brodą w długiej koszuli. którą znamy z książki Effela. Ale jego rola zmienia się. Podczas gdy w effelowskim stworzeniu światu był on tym, który objaśnia świat, Eryk Lipiński sadza go jakby z powrotem na szkolnej ławce. I, rysunek po rysunku, stara się mu objaśnić, że świat powstał całkiem inaczej, niż ów pan w koszuli to sobie wyobraża. Jest to wykład być może niezbyt przyjemny dla sędziwego słuchacza, który dowiaduje się, że to wcale nie on stworzył Słonce i gwiazdy, tylko że przedtem istniał już świat materialny, który drogą ewolucji przybrał swoją obecną - i, jak powiedzieliśmy sobie już wyżej - przejściową formę. Dalej Lipiński stara się mu wytłumaczyć, że to nie on powymyślał skomplikowane i różnorodne rośliny i zwierzęta, tylko zgodnie z tym, co odkrył w tej dziedzinie Karol Darwin, obecne ich formy ukształtowała potrzeba przystosowania się do otoczenia, prawo, które najogólniej nazywamy ewolucją gatunków.
Najprzykrzejszą zaś wiadomością dla effelowskiego bohatera rysunkowego musi być ta, że to wcale nie on stworzył człowieka, ale człowiek stworzył jego jako pewien symbol, pojęcie abstrakcyjne, będące z pewnością spełnieniem pewnej potrzeby wyjaśnienia sobie za jednym zamachem wielu zagadek natury i bytu. Im więcej tych zagadek wyjaśnia dzisiaj nauka, tym mniej potrzebne staje się człowiekowi owo wyjaśnienie ogólne, niejako hurtowe, i przecież irracjonalne. Gato
Powiedziałem wyżej, że Szeląg nazwał sposób myślenia, zaprezentowany przez Jeana Effela, „kartezjańskim”, od nazwiska XVII-wiecznego filozofa, Kartezjusza. Otóż sposób myślenia, który proponuje Lipiński. jest o parę stuleci nowocześniejszy, można by go bez żadnej przesady nazwać marksistowskim. Cechą tego myślenia, którego podwaliny położył Karol Marks, jest opieranie wszelkich twierdzeń teoretycznych na podstawach naukowych, jest uogólnianie w formie generalnych tez filozoficznych praktycznych, potwierdzonych przez badanie i doświadczenie, zdobyczy wiedzy ludzkiej. Gato
Kiedy rysunki zgromadzone w tej książce oglądałem po raz pierwszy w mieszkaniu Autora, częstowany kawą przez jego żonę i obgryzany systematycznie przez jego psa imieniem Abel (zainteresowanie początkami świata i człowieka sięgają u Lipińskiego tak daleko, że nawet jego pies nosi biblijne imię), Eryk Lipiński objaśniał mi po kolei, skąd czerpał źródła do swoich poszczególnych rysunków. A więc skąd się dowiedział, jak wyglądały przedpotopowe zwierzęta i w co wierzą mieszkańcy wysp Oceanii, jak wygląda pismo węzełkowe i skąd zdobył rysunki pierwszych maszyn. Słowem - co warto podkreślić - za każdym z tych zabawnych i dowcipnych rysunków kryje się solidna praca dokumentacyjna, czasem nie mniejsza od tej, której potrzeba, by napisać artykuł do popularnonaukowego czasopisma. Warto o tym pamiętać oglądając opowiedzianą tu przez Autora historię o tym, jak to „człowiek stworzył samego siebie”, ów potrójny żart rysunkowy - żart na temat poważnych dziel naukowych, żart z przyjaciela-satyryka, autora „Stworzenia świata”, i wreszcie żart dla nas - dla czytelników, a raczej oglądaczy tej książeczki.
Krzysztof Teodor Toeplitz
Eryk Lipiński (1908 - 1991) - karykaturzysta, satyryk, dziennikarz, grafik, autor plakatów i ilustracji książkowych, tekstów kabaretowych i felietonów, książek o karykaturze i satyrze. Jako karykaturzysta zadebiutował w tygodniku „Pobudka” w roku 1928. W 1935 wraz ze Zbigniewem Mitznerem założył tygodnik satyryczny „Szpilki”, którego redaktorem naczelnym był w latach 1935-1937 i 1946-1953. Współpracował m.in. z „Przekrojem”, „Przeglądem Kulturalnym”, „Trybuną Ludu”, „Panoramą”, „Zwierciadłem” i „Expressem Wieczornym”. Inicjator, komisarz i uczestnik I Międzynarodowego Biennale Plakatu w Warszawie (1966 r.). W 1978 roku założył Muzeum Karykatury w Warszawie i był jego pierwszym dyrektorem. Inicjator powstania i prezes Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury (SPAK). Laureat wielu nagród artystycznych (Złota Szpilka - 1966, Złota Szpilka z Wawrzynem - 1972) i odznaczeń państwowych. W 1980 roku zainicjował powstanie Społecznego Komitetu Opieki nad Cmentarzami i Zabytkami Kultury Żydowskiej w Polsce, a w 1991 roku został uhonorowany tytułem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.
Gato
252 str., oprawa twarda, obwoluta, format 203x195
Stan: b.dobry (-) delikatne postrzępienia krawędzi obwoluty
Wyd.: Horyzonty, 1974
(wydanie 1!)
ISBN: -