"Książka opisuje losy rabbiego Nikodema, członka Sanhedrynu, który idąc śladami Chrystusa, patrząc na Jego cuda i czyny, rozmawiając z Nim, odrzuca suchą literę Prawa i przyjmuje Jego naukę.
"Listy Nikodema" pisane były w latach 1948-1951, przy łóżku umierającej na nieuleczalną chorobę córeczki pisarza, Elżuni. Książka ciągle znajduje nowych czytelników, jest poszukiwana, potrzebna. Co jest tajemnicą tej popularności? Powieść jest rodzajem komentarza ewangelicznego. Z codziennych spotkań z Ewangelią powstawały praktyczne komentarze, będące wytknięciem sobie lini postępowania. To życie Ewangelią nauczyło Dobraczyńskiego szukania wyjaśnienia dla każdej sytuacji życiowej w słowach Jezusa. Każdy człowiek stoi wobec czegoś tajemniczego, a dla jego życia rozstrzygającego. To sprawia, że sięga chętnie po "Listy Nikodema". Autor dzieli się z nim swymi odkryciami, pokazuje, na jakiej drodze można spotkać Chrystusa.
Nikodem - bohater tej książki - zmaga się z cierpieniem, jakim jest choroba córki. Na swojej drodze spotyka Jezusa - ten jednak, mimo iż uzdrowił tylu innych, jemu nie śpieszy z pomocą. Ten motyw właśnie sprawia, iż książka ta jest mi bardzo bliska. Nikodem to człowiek, który szukając wiary doświadczył rozczarowania i dla którego wiara nie była wcale łatwym i szybkim rozwiązaniem wszystkich problemów, ale trudnym, pełnym niepowodzeń zmaganiem i poszukiwaniem prawdy. Na swojej drodze musiał spotkać cierpienie, które go przerosło, po to, by w pełni mógł stać się człowiekiem. Trudna to prawda, ale myślę, że każdy, kto doświadczył jej na własnej skórze, przeczyta tę książkę ze wzruszeniem. .
________________________________________